czwartek, 30 sierpnia 2018

Współczesne Top 50

 

NUMER 32: Ford F-150 SVT Raptor

 



Witam, już pora na kolejny artykuł!

W dzisiejszym materiale skupimy się na pewnym typowym przedstawicielu amerykańskiej motoryzacji. W zasadzie jest tak bardzo amerykański, jak to tylko możliwe. Produkowany przez firmę Ford, ma nadwozie typu pick-up, pod maską głównie silniki V8, masywne nadwozie, słuszne wymiary, i o dziwo przystępny stosunek ceny do oferowanej wartości.

Pewnie większość z was już doskonale wie, o jakim modelu mowa. To model F-150, a w przypadku mojej listy marzeń konkretnie (a jakże) topowa odmiana SVT Raptor.



Na początek parę słów o samym modelu F-150. Przede wszystkim jest to drugi na świecie model pod względem liczby wyprodukowanych egzemplarzy. Daleko za tym modelem znajdziemy w tej kategorii takie auta jak: Volkswagen Garbus, Golf, czy Honda Civic. Lepsza jest tylko Toyota Corolla. Od rozpoczęcia produkcji ponad 40 lat temu modeli z serii F wypuszczono już ponad 34 miliony egzemplarzy, co oznacza, że obecnie średnio co 30 sekund kolejny egzemplarz modelu znajduje nabywcę. Dla Amerykanów ten model jest przeciętnym, typowym środkiem transportu z punktu A do B, tak jak u nas jest to Ford Focus, czy Opel Astra.

Wyobrażacie sobie to? Przeciętnie zarabiający Amerykanin jest w stanie po niezbyt długim czasie kupić sobie takiego nowego pick-upa z V6 lub V8 bazowo pod maską, z przyzwoitym wyposażeniem, i sporą ilością miejsca, podczas gdy my Europejczycy wozimy się kompaktami, kombi, i małymi crossoverami z silnikami w duchu downsizingu, który nieraz oznacza zaledwie 3 cylindry, nie wspominając o standardowych już dziś turbinach. Tymczasem w amerykańskich autach z „paką” za pasażerami mamy duże wolnossące jednostki benzynowe (lub znacznie mniej chętnie wybierane równie wielkie turbodiesle), które jednak nie są tak prymitywne konstrukcyjnie jak myślicie.



Mają systemy odłączania cylindrów przy niewielkim obciążeniu, sprytne automatyczne skrzynie o nawet 10 przełożeniach, które dbają o niskie obroty podczas snucia się po autostradzie z jednakową prędkością, i wiele nowoczesnych sprytnych rozwiązań, których nie jestem w stanie wam wytłumaczyć, gdyż nie jestem w tej materii żadnym inżynierem. Powiedzmy po prostu, że stosowane są różne sztuczki, i patenty, i w efekcie duże V8 potrafi przy zwykłej jeździć palić tyle, co mocniej kręcona 4 czy ”5-cylindrówka”.
 
To tyle tytułem wstępu, bo przecież ja nie skupię się na jakiejś typowej ‘masówce”, tylko na tym co kręci nas najbardziej. Otóż Ford bardzo chętnie podkręca osiągi swoich pick-upów, dodając mocy, zmieniając charakterystykę prowadzenia, a w celu stworzenia topowej wersji topowego modelu nawet kieruje swoje kroki do zewnętrznych firm tuningowych z Ameryki, by jeszcze bardziej urozmaicić wybór i tak już rozpieszczonym klientom. Jedną z firm chętnie przyjmujących zamówienia na rasowe bryki jest firma Hennessey, która już dość długo działa w tej materii. W wersji VelociRaptor przeprojektowanej właśnie przez Hennessey mamy do dyspozycji monstrualne już 650 konie mechanicznych!




Kiedyś sportowy oddział wewnętrzny Forda nosił nazwę SVT (Special Vehicles Team), dziś przemianowany na prostsze do zapamiętania Ford Performance. I to właśnie on oferuje niewiele mniej ekstremalne od Hennessey odmiany modelu F-150. Co zatem dostajemy w tym przypadku? Zawieszenie zdolne do ciężkiej jazdy terenowej, osłony podwozia przed uszkodzeniami, podrasowany do około 420 koni mechanicznych silnik 6.2 V8, napompowane niczym po wizycie na siłowni nadwozie, terenowe koła, bogate wyposażenie standardowe, i dedykowane elementy wnętrza (plakietki, dodatkowe zegary na środku kokpitu, różne tryby jazdy, itd.), ale przede wszystkim coś co jak doskonale wiecie uwielbiam, czyli opcjonalne bajeranckie oklejenie auta.



Wszystko to sprawia, że możemy wybrać się na pustkowia, których w Ameryce nie brakuje, zabrać zapas burgerów i coli (w środku pełno schowków i uchwytów na kubki, i to potężnych rozmiarów, a nie na żadne tam małe kubeczki), i szaleć po wybojach, czując się jak na rajdzie Dakar. Zawieszenie godnie znosi potężne skoki, tłumi duże dziury lepiej niż każda limuzyna, auto brnie nieustępliwie na przełaj przez krzaki i wydmy niczym czołg, i grzmi swoim dźwiękiem doładowanej V-ósemki na całą okolicę, dzięki czemu wystraszycie wszystkie gady i sępy szukające swojego miejsca w tych nieprzyjaznych okolicznościach przyrody. Ale nie dla nas, bo mamy klimatyzację, chłodzone schowki, wielki zbiornik paliwa, zapasówkę (jeśli chcemy) na pace, wielkie wygodne fotele i podłokietniki, dobrą widoczność otoczenia poprzez duże pionowe niemal szyby. Ponieważ auto ma ponad 5 metrów długości, 2 metry szerokości, dużą odległość między osiami, i wysoko umieszczone fotele, jest stabilny podczas szaleństw, i nie zaskoczy nas niespodziewaną zmianą kierunku. Przez słuszną masę pojazdu znacznie przekraczającą 2 tony każdy poślizg, pokonany zakręt, i proces przyspieszania (płynnego) wydaje się, jakby ktoś włączył efekt slow-motion. Nie wiem jak Wy, ale ja marzyłbym o takim wypadzie w teren. Zabawa i adrenalina gwarantowane! 



Pamiętajmy tylko o jednym. To, co sprawia że w terenie nic nie jest w stanie popsuć nam świetnej zabawy, staje się dosyć irytujące podczas powrotu do domu, czy codziennej przejażdżki po ulicach San Francisco, czy Los Angeles. Agresywne wchodzenie w zakręty kończy się mocnym przechylaniem nadwozia i wypadaniem z linii jazdy, opony z głębokim bieżnikiem (do walki z piaskiem i błotem) przy większej prędkości mocno hałasują przez opory toczenia, a wszelkie manewry w ciaśniejszych miejscach szybko przypomną nam o mocno ograniczonej zwrotności niemałego przecież pojazdu. Problemem będzie też duże spalanie przy każdym dynamicznym manewrze, co oznacza stosunkowo niewielki zasięg mimo dużego zbiornika. Ale cóż, tyle charakteru musi mieć swoją drugą stronę.

Myślę jednak, że to głównie problemy nas Europejczyków, bo na praktycznie każdym skrawku przestrzeni mamy tereny zabudowane, ostre zakręty, ciasne parkingi, i walkę o każdą lukę w ruchu drogowym. Nie ulega wątpliwości, że większość tych problemów nie dotyczy przestrzennie rozproszonej Ameryki.

Z wad można jeszcze wymienić niezbyt wytwornie wykonane wnętrze, choć ma swój unikalny projekt. Jakość niektórych plastikowych elementów wnętrza też nie rzuca na kolana. I częściowo stąd przystępna jak na możliwości cena. Ale to nie dla wnętrza kupuje się to auto, tylko dla jego prezencji i zdolności dynamicznych! Poza tym takie wnętrze można łatwiej wyczyścić i doprowadzić do porządku, gdy osiądzie na nim pustynny pył dziko wzniecany wcześniej przez kierującego.



A zatem mimo tego, że auto jako całość jest dalekie od ideału, to i tak kocham je za autentyczność, że nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Najważniejsze, że ma swój unikalny charakter, nie przejmuje się jakimiś zbędnymi ograniczeniami. Jest rasowym, groźnym pogromcą niedostępnych dla większości aut terytoriów, zabawką dbającą o zapewnienie swojemu posiadaczowi odpowiedniej dawki adrenaliny, dzięki dużej przestrzeni pasażerskiej i ładunkowej modelem mimo wszystko przydatnym na co dzień, zwłaszcza gdy mieszkamy z dala od centrum lub na odludziu. Możemy zawieźć dzieci do szkoły, zrobić po drodze zakupy, w międzyczasie poszaleć po bezdrożach, a wieczorem razem z zakupami oraz pociechami na tylnej kanapie udać się z powrotem do domu w spokojnym, cichym, acz dynamicznym tempie. Zaś gdy z rana chcemy zapewnić sobie dobre pobudzenie, wystarczy wdusić pedał gazu do podłogi. Piękny klasyczny dźwięk V8, wyjącej turbiny, i towarzyszące im obu uczucie wciskania w fotel z pewnością załatwią sprawę.


Dziękuję za lekturę i zapraszam na następne wpisy, trzymajcie się!


Źródła zdjęć: Hennessey Performance, F-150 Raptor 4-drzwiowy , Raptor 2-drzwiowy


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz