sobota, 16 września 2017

Współczesne Top 50

 

NUMER 34: Lamborghini Gallardo LP570-4 Superleggera

 


Witajcie ponownie!

Żeby zmienić trochę kierunek, tym razem opowiem Wam o kolejnym aucie z garażu moich marzeń, ale będącym z zupełnie innego segmentu rynku niż wspomniany wcześniej Mercedes G63 6x6. Na początek powiem, że jest włoski, a silnik jest umieszczony za fotelami, a więc mamy do czynienia z autem zaledwie dwumiejscowym. Jest na tyle niski, że niektóre zwykłe auta mają zewnętrzne lusterka na wysokości jego dachu. Jeśli przeczytaliście tytuł, lub spojrzeliście na pierwsze zdjęcie, to rzecz jasna wiecie, że w tym odcinku przedstawię jeden z modeli ze stajni Lamborghini. A może raczej z obory, skoro mowa o wściekłym byku?




Tak czy inaczej, to auto przekonuje mnie swoją niebagatelną urodą. Jest przyczajony, ma agresywnie wystylizowane nadwozie, kilka dodatków, dzięki którym prowadzi się lepiej od wersji bazowej. Jest też nieco wzmocniony silnik, ale to, co sprawia większą różnicę w szybkości, to obniżona masa (o 70 kilogramów), która tu akurat jest jak najbardziej na miejscu, bo auto ma napęd na 4 koła, przez co waży nieco więcej od konkurentów z napędem tylko na tył. 




Choć jest tu preferencja tyłu (standardowy podział mocy to 30% przód : 70% tył), co czuć, gdy wdepniemy gaz podczas pokonywania zakrętu (może zarzucić tyłem), to jednak z pewnością można poczuć się o wiele bezpieczniej podczas prowadzenia, bo jednak poziom przyczepności przy umiejętnej jeździe jest czasem wprost niesamowity. Sprint do setki trwa 3,5 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 320 km/h. No i ten ryk, niczym wściekły byk, tłukący rogami o przestrzeń silnikową! Potężne wolnossące (czyli bez doładowania) V10 o pojemności 5,2 litra, i mocy, co mało zaskakujące, bo wynika z nazwy, 570 koni mechanicznych, do tego 6-biegowa skrzynia automatyczna (obsługiwana łopatkami przy kierownicy), do tego kilka specjalnych, dedykowanych do tego modelu lakierów nadwozia, i dość mocno wybebeszone z dodatków wnętrze, które jednak zachowuje minimum użyteczności, oczywiście tylko, gdy nie zachce nam się przejechać nim na zakupy do supermarketu.




Wtedy zaczniemy kląć na strasznie trudne parkowanie, bo widoczność z wnętrza pozostawia sporo do życzenia. Najlepiej albo parkować, wyglądając prze otwarte drzwi, albo zatrudnić do stałej pomocy gościa, który przy każdym parkowaniu będzie robił za czujniki parkowania. Do tego rozbudowane przednie ospojlerowanie powoduje, że otrzemy nim przy każdej próbie podjazdu pod próg, czy przejeździe przez grubo namalowaną na asfalcie linię. Ale to przecież Lamborghini! Kupować Lambo pod kątem użyteczności na co dzień, to tak jakby chodzić cały rok tylko w kaloszach, bo przecież teoretycznie codziennie może zastać nas powódź. Albo równie dobrze można wstawić sobie do sypialni łóżko na cały pokój, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy możemy zacząć tyć... No dobra, koniec tych porównań, wróćmy do auta. Lamborghini od zawsze z zasady były niesamowite. Wzbudzały emocje, często strach za kółkiem, obawę o własne życie, adrenalinę, i żywiło się do nich skrajne uczucia, to znaczy miłość, gdy jechaliśmy nim po górskich serpentynach, albo torach wyścigowych, a z drugiej wręcz nienawiść, gdy próbowaliśmy nim wrócić z owego toru z powrotem do domu, lub jedyne czego pragnęliśmy, to chwila odpoczynku za kółkiem, na pewno wiecie, o czym mówię ;)




Ale to właśnie jest kwintesencja wrażeń związanych z tymi autami! Wspominałem już może, że całe wnętrze auta jest wyłożone zamszem? Ma to chyba stwarzać wrażenie jazdy autem wyścigowym, ale szczerze to nie wiem, dlaczego aż tyle tego zamszu. Bo jeszcze kierownicę to mogę zrozumieć, bo zamszowa, czy też pokryta "alcantarą" pomaga pewniej nią operować w rękawicach (wyścigowych rzecz jasna, nawet nie myślcie o jeździe zimą w zwykłych, puchatych rękawiczkach zrobionych z bobrów, czy tam innych norek), i jest odporna na pocące się dłonie, ale cały kokpit wraz z podsufitką? Że niby kierowca będzie się pocić jak jakieś zwierzę, i nie będzie miało to gdzie wyparować? O wyjaśnienie producenta nie śmiem pytać... Zostałbym poczęstowany pięciogodzinnym wykładem na temat wyższości zamszu nad wszystkimi innymi materiałami do wnętrz na świecie. Poza tym mamy tu klimatyzację, więc spiekota we wnętrzu jest nam niegroźna.





 
Lubię też okleiny na bokach nadwozia z napisem "Superleggera" (świetna nazwa, nieprawdaż?), i ten spojler na tylnym końcu auta, no i nie zapominajmy o dwóch podwójnych końcówkach wydechów. 




Można też pooglądać sobie silnik z góry, bo z wierzchu został przeszklony niczym w jakiejś galerii. Najfajniej podziwia się tylne lampy po zmroku, ich świecące kształty to moim zdaniem rewelacja. Warto też dodać, że konsola środkowa we wnętrzu wykonana została z włókna węglowego, a w miejscu ekranu nawigacji występuje kolejna połać tego tworzywa, z dużym napisem marki, tak jak byśmy o niej nie wiedzieli...lub gdy policjant zapyta podczas zatrzymania, jakim to autem tak szarżowaliśmy, a my ze stresu zapomnimy i odpowiemy, patrząc ze skruchą na kokpit: "Panie władzo, przecież to Lamborghini, niby jak tym wolno jeździć, sam Pan władza przyzna" :)



 


A zatem, zmierzając do podsumowania, myślę że ten samochód jest dziwnym połączeniem piękna, bezużyteczności, precyzji prowadzenia, szpanerstwa, indywidualności, osiągów, techniki i to chyba właśnie taka mieszanka wybuchowa powoduje, że bardzo pragnę posiadać go w swoim garażu marzeń.
  
 

 
Przekonuje mnie swoimi walorami, a na wady nie bardzo zwracam uwagę, bo ktoś wydający na auto ponad milion złotych (tyle kosztował jako nowy kilka lat temu) ma do dyspozycji inne auta, lepiej pełniące bardziej "przyziemne" funkcje, ale jednocześnie niedomagające wszędzie tam, gdzie Superleggera błyszczy i czuje się w swoim żywiole. Spece z Lamborghini zrobili kolejny genialny wóz, i oby trwali w tym stanie przez kolejne lata. Te auta zawsze były kontrowersyjne funkcjonalnie, ale było to celowym zabiegiem producenta, a nie niedopracowaniem i niedopatrzeniem inżynierów. Tak było kiedyś, jest teraz, i będzie (oby) także w przyszłości. Teraz, gdy firma jest w rękach koncernu Volkswagena, mamy chociaż pewność, że mechanicznie będą sprawować się co najmniej godnie. 

To tyle w tym temacie, dziękuję, że poświęciliście czas na mój artykuł, i jak zawsze, zapraszam do śledzenia moich następnych poczynań. Do następnego! ;)

Źródła zdjęć: NetCarShow , Motor Trend

Fanpage na FB: PJ Moto-blog Fanpage



wtorek, 12 września 2017

Współczesne Top 50


NUMER 35: Mercedes G63 AMG 6x6

 




Witajcie po dłuższej przerwie!

W dzisiejszym odcinku chciałem Wam pokazać auto, które właściwie rzecz biorąc chyba nie bardzo mieści się już w kategorii "auto". Chyba prędzej jest czymś pomiędzy autem, a traktorem, lub czołgiem.

Ale kto by się tym przejmował! Jak już wspominałem w poprzednich wpisach, uwielbiam samochody wyróżniające się czymś na rynku, i że nienawidzę wręcz aut, które jedyne co u mnie wywołują, to mdłości, albo senność, czyli takie, które są absolutnie przeciętne. Bo przecież w złych autach to przynajmniej można na coś ponarzekać, ale i przez to czasem docenić te pozytywne walory, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. Oczywiście najbardziej skłaniam się ku autom ogólnie dobrym, ale w jakiejś kategorii unikatowym.




Wracając do bohatera wpisu, ten Mercedes zdecydowanie wyróżnia się nie tylko na tle innych modeli z palety tego producenta, ale też na tle palety całej współczesnej motoryzacji. To może na początek krótkie rozszyfrowanie nazwy. Mercedes klasy G to model produkowany już od 1979 roku, a więc wkrótce będzie obchodził swoje 40 urodziny, i co ważniejsze, w zasadzie dzisiaj oferowany model jest zaledwie mocno przeprojektowanym samochodem wywodzącym się jeszcze z lat siedemdziesiątych. Później mamy dopisek 63 AMG, co jest równoznaczne z najmocniejszą (poza G65 AMG) wersją tego auta. Ale najlepsze mamy na końcu nazwy: 6x6, czyli napęd nawet na wszystkie... 6 kół!

Tak jest, to jedyna w swoim rodzaju "Gelenda", zwana popularnie wśród motomaniaków. Już zwykła wersja nie miała się czego wstydzić wjeżdżając na terenowe, nieubite szlaki, a opisana przeze mnie wersja jest już porażająca. Ponoć powstała na zamówienie wojska jakiegoś kraju, ale po tym, jak firma zaprezentowała ten samochód światu, okazało się, że również spora rzesza bogatych, zwykłych ludzi, wyraziła chęć jego zakupu. A więc ostatecznie można takie auto kupić, i zaparkować w przydomowym garażu (jeśli jest wystarczająco wysoki i pojemny), a może już raczej w hali. Samochód ma 6 kół, ale wewnątrz już takiej ekstrawagancji nie uświadczymy. Poza zmienionymi przyciskami do wyboru napędu (można z tym dostać na głowę, sporo opcji do wyboru), i przyciskami w podsufitce do regulacji ciśnienia opon (samochód może po naciśnięciu przycisku napompować, albo wypuścić powietrze z opon, aby np. nie ugrzęznąć tym potworem w piasku lub błocie) jest to w zasadzie normalne wnętrze, przejęte od zwykłej wersji.




Co jeszcze? Na pewno warto wspomnieć, że przy okazji auto to jest w zasadzie pick-up'em, ponieważ za przestrzenią pasażerską jest wyodrębniona "paka", w której wprawdzie ne za dużo się zmieści, ale jeśli już, to zalecałbym zamontowanie wielkiego dodatkowego zbiornika paliwa. Bo choć auto już fabrycznie ma zamontowany całkiem pokaźny zbiornik, to i tak przy silniku 5,5 l V8, generującym ponad 540 koni mechanicznych, i masie własnej samochodu wynoszącej około 3850 kilogramów, benzyna bardzo szybko zacznie wirować w obiegu wewnętrznym, kończąc jako spora porcja oparów w powietrzu, za każdym razem, gdy przyjdzie nam ochota wdepnąć mocno gaz, lub zbadać, jaka jest prędkość maksymalna tego mastodonta z luksusowo wyposażonym wnętrzem (ponoć jest to zaledwie 160 km/h, myślę że ma zainstalowaną blokadę, bez niej z pewnością doszedłby do przynajmniej 200 km/h). Tylko pamiętajcie, że jeszcze trzeba to stado koni i kilogramów w miarę skutecznie wyhamować ;)




Znajdziemy tu klimatyzację, nawigację, skórę, elektrycznie regulowane fotele, i dobre wygłuszenie kabiny, które skutecznie izoluje nawet od hałasu generowanego przez 37-calowe opony z terenowym bieżnikiem, które na asfalcie niemiłosiernie "huczą", no i warto dodać, że i podwójnie doładowany silnik V8, który jakimś cudem jest w stanie ten "bunkier" na kołach "rozkulać" do 100 km/h w około 6 sekund (!), też dorzuca swoje trzy grosze. Tym bardziej, że wydechy zamontowane są po bokach, po obu stronach pojazdu, tuż przed tylnymi kołami. Mamy tutaj 7-biegową skrzynię automatyczną, co zwalnia nas z obowiązku wciskania sprzęgła, i machania lewarkiem, przy takiej mocy auto po wciśnięciu pedału gazu zawsze chętnie "nabierze tempa".




Trzeba przyznać, że samo kontemplowanie tego pojazdu z zewnątrz robi wrażenie, tak jak orurowanie na pace, i znacznie poszerzone w celu zmieszczenia takich opon nadkola, wykonane z włókna węglowego, tak jakby miało to pomóc zaoszczędzić na masie w aucie ważącym więcej, niż jest dozwolone dla prawa jazdy kategorii B. A no właśnie, jeśli chcecie takim autem choćby się przejechać, kategoria B Wam nie wystarczy, tu już trzeba mieć prawko na ciężarówki. Ale sami przyznajcie, kto z Was nie chciałby popatrzeć na wszystkie te Audi Q7, BMW X6, czy Volvo XC90 z góry (i to z jak wysokiej góry!), i do tego sporą część z nich jeszcze upokorzyć w sprincie do setki spod świateł? 
Hahaha, to na pewno jest genialne uczucie, i jeszcze chętnie zobaczyłbym miny ich kierowców, mających się niekiedy za władców szos. BEZCENNE!




Co jeszcze mogę dodać, żeby Was bardziej zaciekawić? Wymiary auta też są imponujące, tak jak wszystkie parametry tego "cudeńka". Długość to 5,88 metra, szerokość 2,11 metra, a wysokość 2,28 metra. Super, nieprawdaż? :D Ponoć rocznie powstaje po około 30 sztuk, każda kosztuje po uwzględnieniu podatków niemal 2 miliony złotych.




A zatem podsumowując, tym autem rządzą w zasadzie same wielkie liczby, no może poza czasem przyspieszenia do 100 km/h, i tempem opróżniania zbiornika rodem z cysterny (bak to za mało powiedziane). Co by nie mówić, w tym samochodzie jest taka porcja adrenaliny, ekstrawagancji, wyjątkowości, i zadziornego charakteru, że można by nim obdzielić całą resztę palety Mercedesów AMG. Z jednej strony mam świadomość, że ten samochód jest jednak dość absurdalny, niepotrzebny bogatemu człowiekowi, a ekolodzy wszystkie egzemplarze tego samochodu najchętniej by spalili na stosie, ale z drugiej podziwiam ekipę z Mercedesa AMG, że mieli odwagę wpuścić taki model do wprawdzie małoseryjnej, ale jednak produkcji, i że pokazali, że kiedy księgowi w firmie pozwolą im puścić wodze fantazji, potrafią stworzyć coś naprawdę niesamowitego. A G63 6x6 jest zresztą tylko jednym z licznych tego przykładów. 




I tym właśnie stwierdzeniem zakończę tu swoją wypowiedź. Śledźcie mojego bloga, komentujcie, i wpadajcie na Facebooka na mój fanpage, oczywiście polubienia mile widziane. Do następnego! :)


Źródło zdjęć:  NetCarShow