niedziela, 27 września 2020

Auta rodzinne z pazurem - część 2

Witajcie w części drugiej mojej listy!


Dzisiaj zaserwuję Wam już wyłącznie same najciekawsze propozycje na niebanalne i ekscytujące auta, które dobrze sprawdzą się w roli aut rodzinnych. Zapraszam Was po raz kolejny do skromnych progów mojego bloga, mam nadzieję, że zaciekawię Was poniższym artykułem. Zaczynamy!


8. Ford Focus ST Wagon

A zaczynamy od Forda Focusa! Słaby początek? Nie sądzę! Żeby nie było, to nie jest zwykły Focus "w kombiaku", tylko wersja ST z silnikiem 2,3 litra i mocy 280KM, który wydobywa z siebie bardziej donośne brzmienie w porównaniu do słabszych braci z gamy. Do tego całkiem agresywny zewnętrzny pakiet stylistyczny (uwielbiam podwójne końcówki wydechu!), i większe felgi o fajnym wzorze wraz ze sportowymi oponami.

 Ta wersja jest dobrym kompromisem dla osób chcących hot-hatcha, ale potrzebujących większego bagażnika. W środku w oczy rzucają się fotele kubełkowe marki Recaro i mięsista, zachęcająca do szaleństw kierownica. Auto jest też niżej zawieszone. Sprint do setki zajmuje mniej niż 6 s. Wybierając wersję benzynową będziecie mogli zdecydować się na dodatkowy zestaw o nazwie Performance Pack. W jego skład wchodzą czerwone zaciski hamulców (bo niby czemu nie?), system Launch Control (funkcja wspomagająca szybki start).

 To nie koniec. Kolejne ciekawostki to funkcja rev-match (elektroniczne dopasowanie obrotów po zmianie biegu) oraz aktywne zawieszenie Continuously Controlled Damping (nieustannie dostosowuje twardość do stylu jazdy kierowcy). Jak zatem widzicie, ten Focus jest jak Doctor Jekyll i Mr Hyde. Na co dzień służy za spokojne i wygodne wozidło, a w weekendy i na ciekawych krętych trasach budzi się w nim drugie oblicze, dając dużo frajdy wszystkim pasażerom na pokładzie.



9. Jaguar XF Sportbrake

Moi drodzy, przecież w artykule z pazurem w nazwie nie mógłbym pominąć marki Jaguar! Uwielbiam tę markę, i jednocześnie ubolewam, że nawet gdy od dobrych kilku lat produkują bardzo konkurencyjne samochody, klienci w większości uparcie wybierają marki niemieckie, czy też japońskie.


 Uwielbiam tę markę za styl, charakter zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Ten producent ma za sobą pokaźne dziedzictwo. Wyprodukował niejeden model będący najszybszym z oferowanych kiedyś samochodów w ruchu drogowym. Dla mnie posiadanie auta tej marki to sposób na wyróżnienie się z tłumu, powód do dumy, i możliwość raczenia oczu karoserią rzadko widzianą nawet w dużych aglomeracjach, na podziemnych parkingach. Produkuje luksusowe auta, dobrze wyposażone, z mocarnymi silnikami, a poza modelem E-Pace (przedni napęd) wszystkie modele w gamie są tylnonapędowe (za dopłatą lub w droższych wersjach jest 4x4).

 Na zdjęciach widzicie model XF w odmianie kombi o przydomku "Sportbrake". Piękne i drapieżne kombi klasy premium. Wnętrze jednak nie zostało przeniesione z XIX wieku i podąża za trendami. Mamy tu ekrany, obsługę dotykową, łączność ze smartfonem, itd. O ile podniesione modele Jaguara nie do końca uważam za piękne, zdaję sobie sprawę, że to ich sprzedaż daje firmie kokosy i pozwala jej nadal oferować klasycznie piękne konstrukcje. Bardzo starają się wybić na tym trudnym dziś rynku motoryzacyjnym, a my motomaniacy bardzo byśmy sobie tego życzyli.


10. Dodge Charger SRT Hellcat

To jeden z tzw. dinozaurów motoryzacji, odświeżany od wielu lat, i zaopatrywany w coraz to mocniejsze silniki, Prezentowana odmiana Hellcat ma doładowane V8 o poj.6,2 litra. Legitymuje się mocą... 700 koni mechanicznych! Tu już chyba mamy do czynienia z istnym ultimatum w kwestii mocy w rodzinnym wozie. Maksymalna prędkość wynosi prawie 330 km/h!


 A w kwestii mechaniki? Jak wspomniałem jest to dinozaur. Platforma, wykończenie, wyposażenie, prowadzenie wołają już czasem o pomstę do nieba, błagając o nową generację modelu, usprawnioną na miarę dzisiejszych wyśrubowanych standardów. Ale co tam! Z taką mocą, brzmieniem, wyglądem rasowego muscle-cara, i zadziwiająco konkurencyjną ceną kto by się przejmował kilkoma niedoróbkami. Cytując Jeremy'ego Clarksona: SPEED and POWER!


 Można nim palić gumę nawet na 3, czy 4 biegu, a na deszczu nie próbujcie wciskać gazu nawet do połowy, bo tył bardzo lubi polatać bokami! To auto jest dzikie, budzi respekt w lusterku, brzmi jak burza z piorunami, i  nie tylko u mnie powoduje ślinotok na myśl jazdy nim. Nie zapominajmy jednak, że zasadniczo to sporej wielkości limuzyna, którą jak każdą inną zawieziemy dzieci do szkoły, pojedziemy na zakupy, czy na wspólny wyjazd za miasto. Gdyby tylko dało się wynająć pas lotniska do zaznania pełnej mocy na dłuuuugiej prostej.
 Motoryzacja jest taka piękna! :)


11. Range Rover Sport SVR

Chyba nie sądziliście, że potraktuję temat aut rodzinnych tak sztampowo i bez polotu? Teraz dopiero wchodzimy w najciekawsze rejony! Przechodząc do bohatera na pozycji 11, ten samochód jest prawie do wszystkiego! Sam Range Rover jest jednym z synonimów dzielnego auta terenowego. Wersja Sport dokłada świetny wygląd i dużo miejsca wewnątrz, a dopisek SVR sprawia, że pod maską mamy mocarny silnik V8, montowany też w najmocniejszych Jaguarach. 

 Wiem że poprzedniego Hellcata już trudno przebić mocą, ale tutaj za to mamy do czynienia z najnowszymi technologiami. Jest to oczywiście kolejny SUV, takie czasy. Dziś auta rodzinne to coraz częściej SUV-y, coraz częściej jednocześnie wybiera się marki klasy premium. Mnie osobiście zdecydowanie przekonuje wygląd SVR-a, jest agresywny, ma groźnie patrzące światła przednie, a z tyłu cztery końcówki wydechu.

 Poza tym bryła jako całość ma to coś, Land Rover zdołał zaprojektować SUV-a którego trudno pomylić z innymi. Podobnie jak Jaguara, także Land Rovera (Range Rovera tym bardziej) lubię i szanuję. Dopóki w okolicy nie znajdzie się Dodge Charger, ten model Range'a będzie rządził w kwestii zapewnienia odpowiednio donośnej akustyki otoczenia. Uważajcie, by nie zbudzić sąsiadów podczas wyjazdu do pracy, przy odpalaniu lubi zaryczeć! ;)


12. Maserati Levante

Ostatnie pozycje zostawiłem Wam na deser. A co jeśli zawsze pragnęliście auta jeszcze półkę wyżej od premium? Coś elitarnego, rzadko spotykanego, od którego aż czuć zapach wyjątkowości i prestiżu?


 Maserati jest zdecydowanie jedną z marek spełniających kryteria. Ale co, gdy macie rodzinę, i mnóstwo bagaży na wyjazd? Inżynierowie Maserati o tym pomyśleli, i oto jest! Pierwsza terenówka spod znaku trójzębu!
Nazywa się Levante, i jest odpowiedzią na Range Rovera, Porsche Cayenne, Bentleya Bentaygę, BMW X6 (paskudztwo!), i jeszcze innych rywali. SUV-y schodzą jak ciepłe bułeczki, zatem i włosi przystąpili do gry, by wyciąć swój kawałek rynku. Levante ma pewne cechy charakterystyczne dla tej marki. Duży przedni wlot powietrza z logo, potrójne skrzela za przednimi kołami, płynne linie nadwozia bez ostrych kantów, logo Maserati na tylnym słupku dachowym, i zaoblony tył tworzą interesujący design całości.

 W ofercie Levante znajdziemy silniki V6 i V8, o mocach od 350 do 600 koni mechanicznych. Najmocniejsza wersja osiąga 100km/h w 4 sekundy, i pomknie nawet 300km/h. Osiągi są zatem wyborne, i adekwatne do tego, co obiecuje wygląd auta i charyzma marki. Jeśli pragniecie Maserati w wydaniu familijnym, ale jednak Levante jest za duży, nie martwcie się. Już niedługo do oferty marki trafi drugi SUV, o bardziej kompaktowych wymiarach. I znając obecne realia rynku, doczekamy się wersji z napędem hybrydowym, i czysto elektrycznym.


13. Lamborghini Urus

Po przeczytaniu pozycji nr 13 pewnie pomyśleliście: No jasne, Lambo na co dzień, chyba postradałeś zmysły! Rozumiem Waszą pierwszą reakcję, ale pozwólcie mi wyjaśnić mój punkt widzenia.
 

Co jeśli jesteśmy już właścicielem np. Lamborghini Aventadora czy Huracana? Przecież kochamy ich stare, ale jare silniki V10 i V12, ostro narysowane nadwozia, i koszmarną użyteczność na co dzień, połączoną z tragiczną widocznością przy manewrach na ulicach miast! Teraz już nie musicie się martwić, ponieważ do gry wkroczył pierwszy współczesny SUV od marki z wierzgającym bykiem (w przeszłości był już pierwszy, noszący nazwę LM002, produkowany w latach 1986-1993).

Ma czworo drzwi, sporej wielkości bagażnik, zaskakująco wygodne zawieszenie, i technicznie jest oparty na Porsche Cayenne. Zapożyczył od niego silnik V8, podwozie, oraz część pozostałej techniki.
Nie znaczy to jednak, że jest dla niego bratem bliźniakiem! Jest mocniejszy, wygląda o niebo lepiej, i dostępny jest z oczojebnymi barwami nadwozia, na co właściciele Porsche bardzo rzadko się decydują.


Bardzo podoba mi się to zestawienie! Perfekcyjnie dopracowana technologia z Zuffenhausen, nadwozie narysowane przez włoskich stylistów, powalający dźwięk V-ósemki (podrasowany przez hodowców byków), i cały zestaw nowoczesnej technologii, sprawiającej, że wewnątrz mamy masę gadżetów do zabawy podczas jazdy na drodze, na torze, czy w terenie (jeśli akurat ktoś się odważy).
 
Dzięki dobrodziejstwom wspomnianej technologii auto jest też zmiennocieplne. Urus pozwala na wybór spośród sześciu trybów jazdy: Strada, Sport, Corsa (tor wyścigowy), Terra, Sabia (piasek) i Neve (śnieg). Gdy jedziemy rano do pracy, czy na zakupy, jest wygodne, ciche, i wspomaga kierowcę w ruchu ulicznym. A gdy już wpadnie weekend albo wakacje, ustawiamy opcję Sport, lub Corsa, i auto zmienia charakter o 180 stopni. Zaczyna wulgarnie ryczeć, staje się twardy w prowadzeniu, a wszyscy w otoczeniu otwierają oczy ze zdumienia, co to za bryka przejeżdża obok nich. 
Jak dla mnie, to jest dopiero uniwersalność!


14. Porsche Taycan Turbo S

A co jeśli jesteście nastawieni proekologicznie, i nie chcecie już staromodnego napędu spalinowego? Pomyślałem także i o tych z Was, i mam parę ciekawych propozycji, które sprawdzą się w roli ekscytujących aut rodzinnych :)


Ale co to za model? Jeśli nie słyszeliście jeszcze tej nazwy, to spokojnie, już spieszę wyjaśnić.
Otóż mamy tu pierwszy w pełni elektryczny model od marki Porsche. Nie myślcie jednak, że jest to elektryk pokroju Nissana Leaf, czy BMW i3. W końcu marka z Zuffenhausen zobowiązuje do zaoferowania odpowiednio wyśrubowanych osiągów, nie zapominając jednocześnie o choćby minimalnym poziomie użyteczności.

Czym więc jest Taycan? W skrócie, to sportowo stylizowana limuzyna, o rozmiar mniejsza od znanej już od dobrych paru lat Panamery (która dla mnie wciąż jest brzydka, choć poczyniono już w tej kwestii spore postępy). Muszę przyznać, że Taycan robi lepsze wrażenie wizualne, jest bardziej przyczajony, i nie przeraża tak rozmiarem. Z zewnątrz nie zdradza, z jak mocarnym autem mamy do czynienia.


Co więc mamy pod maską? Chwila... przecież to elektryk, więc cała technika jest upakowana pod pasażerami auta. W  każdym razie, dane techniczne robią wrażenie: Taycan Turbo dysponuje mocą 625 KM, a do setki przyspiesza w zaledwie 3,2 sekundy. Najmocniejszy w gamie wariant o oznaczeniu Turbo S przy procedurze startu generuje moc do 761 KM (bazowo również 625KM), a maksymalny moment obrotowy to abstrakcyjne 1050 Nm. Pierwsza setka po uruchomieniu procedury startu pojawia się na wirtualnych zegarach już po upływie 2,8 sekundy!
 
To jakieś szaleństwo! Przecież ten samochód może zabrać na pokład 4 pasażerów i dość sporo bagażu!
Dla pełnego obrazu auta przedstawiam też garść praktycznych z punktu widzenia aut rodzinnych informacji. Zasięg Taycana Turbo to od 381 km do 451 km, a Porsche Taycan Turbo S przejedzie na pełnych bateriach od 388 do 412 km. Bagażniki – z przodu 81 litrów, z tyłu 366 litrów.
Osobiście chętnie bym się nim przejechał, ale czy chciałbym go posiadać? Hmm.... tę decyzję zostawiam już Wam ;)


15. Tesla Model 3
 
 A jednak! Chyba nie sądziliście, że proponując auta elektryczne, nie wspomnę o choćby jednym z produktów Elona Muska, który wkroczył w świat aut elektrycznych niczym dzik w żołędzie?

A zatem przedstawiam Wam "Model 3", i nie mylcie go z BMW serii 3 (swoją drogą chyba Elon chciał dać BMW prztyczka w nos tą nazwą). Jest to najbardziej przystępny cenowo samochód z fabryki Tesli, co jednak nie oznacza nudy czy bezpłciowego charakteru!
 

Owa przystępność cenowa rzecz jasna nie oznacza poziomu Renault Clio czy Skody Octavii, ale jak na produkt Tesli nie jest źle. Producent podał niedawno oficjalny cennik w Polsce, przedstawia się on następująco:
  • Standard Range Plus  -  od 195 490 zł,
  • Long Range  -  od 235 490 zł,
  • Performance  - od 260 490 zł,
Już najtańszy zapewni nam sporo wrażeń z jazdy - do 100 km/h Model 3 wystartuje w 5,6 sekundy, a maksymalnie pomknie całkiem rozsądne 225 km/h. Zasięg wynosi niezłe 409 km. Aha, czy wspomniałem już może, że podstawowa wersja jest tylnonapędowa? Na śliskiej nawierzchni powinno być ciekawie przy gazie wciśniętym w podłogę :)
 
Topowa wersja oznacza już napęd na wszystkie 4 koła, tylko 3,4 sekundy do setki, i robiące wrażenie 530 km zasięgu na jednym ładowaniu. W moim przekonaniu w cenie około 260 000 złotych nie uświadczycie tak zrywnego, uniwersalnego, i dającego mnóstwo emocji pojazdu (choć bez dźwięku ukochanej "spalinówki" są to już innego rodzaju emocje).

Wnętrze jest minimalistyczne, ale dzięki wielkiemu ekranowi nie będzie nam się nudziło. System multimedialny ma mnóstwo bajerów uprzyjemniających jazdę czy postój w korku, a także wysoką rozdzielczość, i zadowalającą szybkość reakcji na dotyk.

A wiecie, co jeszcze jest fajne w tym aucie? Że uciekamy od mainstreamu, możemy pochwalić się autem modnym ostatnio w świecie pełnym paneli słonecznych i elektrowni wiatrowych. Do tego w wielu krajach możemy liczyć na ulgi, zwolnienia, i przywileje podczas jazdy i eksploatacji samochodu.



Zaskakująco rozsądne zakończenie zestawienia, prawda?
Rzecz jasna na rynku jest jeszcze sporo ekscytujących propozycji dla rodziny (zwłaszcza dla kierowcy), jednak moim zdaniem wymieniona piętnastka ma w sobie coś unikalnego, każdy z kandydatów czymś się wyróżnia ponad inne. Jednak kto wie, może już wkrótce przygotuję dla Was trzecią część cyklu "Aut rodzinnych z pazurem"?

Do zobaczenia w następnym artykule ;)


Źródła zdjęć: NetCarShow.com



niedziela, 1 grudnia 2019

Auta rodzinne z pazurem - część 1


Witajcie, drodzy czytelnicy!


Oto nietypowy artykuł, w którym zestawiłem specjalnie dla Was najciekawsze moim zdaniem samochody rodzinne. Bez obaw, zanim zaczniecie ziewać i stracicie chęć do dalszej lektury, zapewniam Was, że nie będą to nudne samochody. Moim głównym kryterium wyboru modeli w poniższym zestawieniu były cechy wyjątkowe, nadające autu charakter i pierwiastek wzbudzający emocje.
Niektóre z 15 podanych propozycji być może okażą się zaskakująco dobre, choć mało znane. Inne mogą być dla Was niespodzianką, i lekkim szokiem, ale o to też przecież chodzi w motoryzacji! Być może któreś z aut będzie dla Was inspiracją do dalszych poszukiwań na rynku czy to aut nowych, czy z rynku wtórnego.
Żeby było jeszcze ciekawiej, postanowiłem zacząć od racjonalnych propozycji, a na tych bardziej szalonych i odważnych kończąc. Aha, i jeszcze jedno. Nie przepadam za segregowaniem aut, zatem przydzielony numer pozycji jest losowy i nie przesądza o tym, czy auto jest lepsze czy gorsze w badanej kategorii.

A zatem bez dalszych wstępów, zaczynamy!

 1. Mercedes GLB35 AMG

Zestawienie rozpoczynamy od pachnącego jeszcze świeżością przedstawiciela kompaktowych SUV-ów, który w swoim wnętrzu pomieści nawet 7 osób. Jego pudełkowaty kształt nadwozia zapewnia dużą przestronność w kabinie, a ponadto dobre przeszklenie, co wpływa pozytywnie na widoczność z miejsca kierowcy, i działa anty-klaustrofobicznie na podróżujących.


 Jednocześnie GLB cechuje się rozsądnymi wymiarami, co bardzo ułatwi manewrowanie w mieście, parkowanie pod Lidlem, zabieranie dzieci ze szkoły i przedszkola, i poruszanie się po ulicach ze zbyt wąskimi pasami ruchu.
Warto nadmienić, że najmocniejszy w ofercie wariant dysponuje mocą 306 koni mechanicznych, co pozwoli Wam pokonać spod świateł wiele modeli o typowo sportowym zacięciu.


Jest to odmiana GLB35 AMG, którą widzicie na załączonych zdjęciach. 100 km/h pojawi się na wyświetlaczu (zamiast zegarów) już po 5,2 sekundy, a dzięki napędowi na cztery koła (wcale nie takie oczywiste w SUV-ach) nie wypadniecie z pierwszego lepszego zakrętu.
Dodatkowe atuty? Nowoczesne technologie, niskie spalanie, no i rzecz jasna możecie chwalić się sąsiadom i świecić w okolicy, że jeździcie Mercedesem, z gwiazdą na masce (kiedyś, teraz częściej na osłonie chłodnicy).


2. Volvo XC90 T8 Twin Engine

Wiem wiem. Nazwa jest trochę pogmatwana. Krótko mówiąc, opisuję Wam tutaj wersję hybrydową, a przy okazji najmocniejszą w gamie pod względem mocy (jakże mógłbym inaczej). Tutaj już możemy pomarudzić, że przecież wiele bogatych rodzin odwozi swoimi (takimi jak ten) SUV-ami klasy wyższej dzieci do prywatnych szkół i przedszkoli, z drugiej strony dołączamy do swego rodzaju elitarnego grona kierowców.


 Są jednak powody, dla których uważam, że na tle konkurencyjnych modeli podobnej wielkości Volvo ma pewne argumenty. Po pierwsze, ma jedną z najlepszych pod względem designu deskę rozdzielczą. Po drugie, miejsca w środku wystarczy nawet na długie wyjazdy urlopowe w 5-osobowym składzie, z wszystkimi ich bibelotami.
Po trzecie, będziemy jeździć modnym autem, bo przecież hybrydowy to bardziej ekologiczny, bardziej trendy, blablabla... 


 Trudno jednak zaprzeczyć, że w mieście, gdzie paradoksalnie najwięcej widać tych aut, elektryczny pomocnik spalinowca pomaga całkiem sporo obniżyć hałas spod maski, zużycie paliwa i emisję szkodliwych spalin, dzięki czemu misie polarne nieco dłużej pożyją na tym świecie, a my będziemy wdychać o 0,00...01% czystsze powietrze w naszej aglomeracji. No i rzecz jasna wygląd zewnętrzny obecnych Volvo, który uważam za bardzo ciekawy, przenosi tradycyjne linie szwedzkich samochodów i dodaje niezbędną nutkę XXI wieku, żeby nie wyglądał przestarzale.


 3. Subaru Levorg

Trzecia propozycja jest nieco bliższa mojemu sercu, gdyż miałem niegdyś okazję przejechać się tym modelem. Jednak do rzeczy.
Ten model Subaru łączy ze sobą ciekawe rozwiązania mechaniczno-stylistyczne. 


Ma seryjny napęd na cztery koła (co w kompaktowych kombi rzadko jest dostępne), pięknie bulgoczący silnik typu boxer (cylindry pracujące w poziomie, co sprzyja dynamicznym manewrom) z turbiną generujący rozsądne 170 koni mechanicznych, no i rzecz jasna coś co ja bardzo lubię, czyli wlot powietrza na masce :D Nawiązuje on poniekąd do dawnej legendy marki w rajdach. Nie zamówimy wprawdzie złotych felg, ale niebieski lakier jak najbardziej.


Jest to także jak dotąd najrozsądniejsza cenowo propozycja.
Seryjnie na pokładzie mamy już prawie wszystko, dopłacimy w zasadzie tylko za ładniejszy lakier. Samochód jest zwrotny, ma wystarczająco duży bagażnik, no i nie jeździ ich u nas za dużo, więc będziemy się wyróżniać spośród masy Opli, Skód i Fordów. Zamiast tego wozimy się w SUBARU, czyż to nie super? ;)


4. Ford S-Max

Ten samochód wkrótce może wymrzeć. Dlaczego? Bo tradycyjne minivany ustępują miejsca SUV-om, w których siedzi się wyżej, ma się wyższe zawieszenie pomocne na bocznych drogach, i które po prostu są teraz w modzie.
Co jednak S-Max ma na swoją obronę? 

Przede wszystkim jak na auto typowo rodzinne dynamicznie się prowadzi, na drodze nie będziecie zawalidrogą. Siedzi się trochę niżej niż w SUV-ach, ale i tak wyżej niż np. w Focusie. Warto zauważyć, że około 10 lat temu, w 1. generacji auta oferowano nawet benzynowy 5-cylindrowy silnik (turbodoładowany) o pojemności aż 2.5 litra, pięknym brzmieniu i mocy 220 koni, pochodzący z magazynów Volvo. To był jeden z najszybszych minivanów na rynku!


 Dziś jednostki są już trochę słabsze, i tylko 4-cylindrowe. Ale właściwości jezdne są nadal godne podziwu. Po drugie wygląd auta jest zaskakująco fajny jak na mamuśko- (czy też tatuśko-) -wozy. Do tego bogata wersja wyposażeniowa ma wszystkie bajery, których potrzeba w podróżach. Poza tym o wiele lepiej wypada w kategoriach takich jak: ilość miejsca, mnogość schowków w kabinie, i pojemność bagażnika.


5. Renault Espace

 No dobra, tu będę z Wami bardzo szczery. Nie znoszę Renault. Według mnie rzadko kiedy wypuszczają samochody, które są czy to ładne, czy bardzo dopracowane (np. wykończenie wnętrza), czy też mają to coś, o którym nieraz już wspominałem na łamach bloga.
Jednak nie mogę z dziennikarskiego obowiązku nie wspomnieć o tytułowym modelu, gdyż to właśnie Espace wywołał dynamiczny rozwój aut przeznaczonych dla rodzin. Poza tym (niestety) cieszy się sporą popularnością na rynku.


 Więc miejmy to za sobą. Postaram się streścić Wam, dlaczego mógłby (rany Boskie) przypaść Wam do gustu. Pierwszy argument to przemiana z vana w SUV-a w obecnej generacji, a więc tradycyjnie zobaczymy podniesione zawieszenie, inne proporcje nadwozia, i plastikowe, bojowo wyglądające nakładki wokół dolnej krawędzi karoserii, więc nie będzie obciachu.
Drugi argument to futurystycznie wyglądające wnętrze, coś dla geeków uwielbiających, gdy wszystko w środku się świeci, jest dotykowe, ma wysoką rozdzielczość, i tym podobne. A, no i nie ruszą się z miejsca bez podłączenia iPhone'ów swojego, małżonka(i), i dzieci do systemu multimedialnego.
 Trzeci argument, to pomimo zmiany w SUV-a nadal bardzo duża przestrzeń na miliony pierdółek dla dzieci (tony zabawek, ubranek, wózków... aha, i więcej ubranek). 
Tylko jedna uwaga. Jeśli mimo mojej "miłości" do tego francuskiego producenta zdecydujecie się na jego zakup, nie będę miał nic przeciwko, ale nie przyznawajcie się do tego w mojej obecności, ok? :P


6. Alfa Romeo Giulia

 No, wracamy do lepszych pozycji zestawienia. Pod numerem 6 kryje się klasyczny sedan (limuzyna) średniego segmentu. Bo czemu niby sedan nie miałby służyć rodzinie? Już słyszę krytyczne głosy rodziców, doświadczonych montowaniem fotelików i zapinaniem pasów, że w takim niskim aucie to trudniej dzieci ogarnąć. To prawda, nie zaprzeczam. 

 Ale spójrzcie tylko. Czyż ta Alfa nie jest piękna? Dzieci i tak niedługo wyrosną, a Wy będziecie po każdym dniu wysiadać i spoglądać z aprobatą na jej wysmakowany włoski styl. Ale żeby nie było, że Alfa Romeo jest niepraktyczna. Ma spory kufer, wnętrze o ile rodzina nie składa się z dryblasów, też jest wystarczająco obszerne. Poza tym dzieci wrażliwe na punkcie stylu i opinii kolegów i koleżanek ze szkoły nie będą się wstydzić przy podwózce czy odbiórce z zajęć, a wręcz wzbudzą nutkę zazdrości wśród rówieśników.

 A Wy rodzice nacieszycie się dynamicznym silnikiem (maksymalnie 510 koni mechanicznych), cudownym i lekkim prowadzeniem (napęd na tył!), sportowo stylizowanym wnętrzem z przyciskiem START na kierownicy, a Ci z Was, którzy znają dobrze motoryzację wiedzą, że Alfa Romeo zajmuje specjalne miejsce w sercach wielu automaniaków, zatem szacunek gwarantowany! ;)


7. BMW serii 2 Active/Gran Tourer

Tym sposobem dotarliśmy już do połowy propozycji, ale spokojnie, najlepsze jeszcze przed nami. Kandydat nr 7 jest kompaktowym minivanem klasy premium dla 5 (Active Tourer) lub 7 osób (Gran Tourer).

 Wybrałem go do zestawienia, ponieważ wyróżnia się typowym dla BMW sportowo nacechowanym prowadzeniem, ale w przeciwieństwie do Forda S-Max należy do klasy premium, co dla wielu klientów ma spore znaczenie, bo przecież odpowiedni znaczek na masce i kierownicy "robi robotę", nieprawdaż?
Pod maską nie znajdziemy niestety legendarnych dla marki 6-cylindrowych silników, o 8 cylindrach nawet nie wspominając. Ale spokojnie, oferowane 3 i 4-cylindrowe silniki też dają więcej niż wystarczającą dynamikę.

 Ten model niestety nie cieszy się dużą popularnością, gdyż jego konstrukcja zszokowała wyznawców marki. Przedni napęd? Poprzecznie umieszczony silnik? Nadwozie minivana? To chyba jakieś żarty! Konserwatyści nie uznają tego modelu, ale przeciętny użytkownik tego auta doceni poza dynamiką także wysoką jakość wykończenia wnętrza, i dopracowaną konstrukcję. Nie kierujcie się opiniami innych, sprawdźcie ten model sami zanim ocenicie ;)

Na tym kończymy pierwszą część mojego rankingu rodzinnych aut z pazurem. Już teraz zapraszam Was na drugą część, która będzie obfitować w jeszcze ciekawsze modele, zapewniam że będzie coraz goręcej, i najlepsze wciąż przed nami!
Do następnego artykułu! ;)


 Źródła zdjęć: NetCarShow.com , Subaru Levorg

 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Współczesne Top 50

 

NUMER 32: Ford F-150 SVT Raptor

 



Witam, już pora na kolejny artykuł!

W dzisiejszym materiale skupimy się na pewnym typowym przedstawicielu amerykańskiej motoryzacji. W zasadzie jest tak bardzo amerykański, jak to tylko możliwe. Produkowany przez firmę Ford, ma nadwozie typu pick-up, pod maską głównie silniki V8, masywne nadwozie, słuszne wymiary, i o dziwo przystępny stosunek ceny do oferowanej wartości.

Pewnie większość z was już doskonale wie, o jakim modelu mowa. To model F-150, a w przypadku mojej listy marzeń konkretnie (a jakże) topowa odmiana SVT Raptor.



Na początek parę słów o samym modelu F-150. Przede wszystkim jest to drugi na świecie model pod względem liczby wyprodukowanych egzemplarzy. Daleko za tym modelem znajdziemy w tej kategorii takie auta jak: Volkswagen Garbus, Golf, czy Honda Civic. Lepsza jest tylko Toyota Corolla. Od rozpoczęcia produkcji ponad 40 lat temu modeli z serii F wypuszczono już ponad 34 miliony egzemplarzy, co oznacza, że obecnie średnio co 30 sekund kolejny egzemplarz modelu znajduje nabywcę. Dla Amerykanów ten model jest przeciętnym, typowym środkiem transportu z punktu A do B, tak jak u nas jest to Ford Focus, czy Opel Astra.

Wyobrażacie sobie to? Przeciętnie zarabiający Amerykanin jest w stanie po niezbyt długim czasie kupić sobie takiego nowego pick-upa z V6 lub V8 bazowo pod maską, z przyzwoitym wyposażeniem, i sporą ilością miejsca, podczas gdy my Europejczycy wozimy się kompaktami, kombi, i małymi crossoverami z silnikami w duchu downsizingu, który nieraz oznacza zaledwie 3 cylindry, nie wspominając o standardowych już dziś turbinach. Tymczasem w amerykańskich autach z „paką” za pasażerami mamy duże wolnossące jednostki benzynowe (lub znacznie mniej chętnie wybierane równie wielkie turbodiesle), które jednak nie są tak prymitywne konstrukcyjnie jak myślicie.



Mają systemy odłączania cylindrów przy niewielkim obciążeniu, sprytne automatyczne skrzynie o nawet 10 przełożeniach, które dbają o niskie obroty podczas snucia się po autostradzie z jednakową prędkością, i wiele nowoczesnych sprytnych rozwiązań, których nie jestem w stanie wam wytłumaczyć, gdyż nie jestem w tej materii żadnym inżynierem. Powiedzmy po prostu, że stosowane są różne sztuczki, i patenty, i w efekcie duże V8 potrafi przy zwykłej jeździć palić tyle, co mocniej kręcona 4 czy ”5-cylindrówka”.
 
To tyle tytułem wstępu, bo przecież ja nie skupię się na jakiejś typowej ‘masówce”, tylko na tym co kręci nas najbardziej. Otóż Ford bardzo chętnie podkręca osiągi swoich pick-upów, dodając mocy, zmieniając charakterystykę prowadzenia, a w celu stworzenia topowej wersji topowego modelu nawet kieruje swoje kroki do zewnętrznych firm tuningowych z Ameryki, by jeszcze bardziej urozmaicić wybór i tak już rozpieszczonym klientom. Jedną z firm chętnie przyjmujących zamówienia na rasowe bryki jest firma Hennessey, która już dość długo działa w tej materii. W wersji VelociRaptor przeprojektowanej właśnie przez Hennessey mamy do dyspozycji monstrualne już 650 konie mechanicznych!




Kiedyś sportowy oddział wewnętrzny Forda nosił nazwę SVT (Special Vehicles Team), dziś przemianowany na prostsze do zapamiętania Ford Performance. I to właśnie on oferuje niewiele mniej ekstremalne od Hennessey odmiany modelu F-150. Co zatem dostajemy w tym przypadku? Zawieszenie zdolne do ciężkiej jazdy terenowej, osłony podwozia przed uszkodzeniami, podrasowany do około 420 koni mechanicznych silnik 6.2 V8, napompowane niczym po wizycie na siłowni nadwozie, terenowe koła, bogate wyposażenie standardowe, i dedykowane elementy wnętrza (plakietki, dodatkowe zegary na środku kokpitu, różne tryby jazdy, itd.), ale przede wszystkim coś co jak doskonale wiecie uwielbiam, czyli opcjonalne bajeranckie oklejenie auta.



Wszystko to sprawia, że możemy wybrać się na pustkowia, których w Ameryce nie brakuje, zabrać zapas burgerów i coli (w środku pełno schowków i uchwytów na kubki, i to potężnych rozmiarów, a nie na żadne tam małe kubeczki), i szaleć po wybojach, czując się jak na rajdzie Dakar. Zawieszenie godnie znosi potężne skoki, tłumi duże dziury lepiej niż każda limuzyna, auto brnie nieustępliwie na przełaj przez krzaki i wydmy niczym czołg, i grzmi swoim dźwiękiem doładowanej V-ósemki na całą okolicę, dzięki czemu wystraszycie wszystkie gady i sępy szukające swojego miejsca w tych nieprzyjaznych okolicznościach przyrody. Ale nie dla nas, bo mamy klimatyzację, chłodzone schowki, wielki zbiornik paliwa, zapasówkę (jeśli chcemy) na pace, wielkie wygodne fotele i podłokietniki, dobrą widoczność otoczenia poprzez duże pionowe niemal szyby. Ponieważ auto ma ponad 5 metrów długości, 2 metry szerokości, dużą odległość między osiami, i wysoko umieszczone fotele, jest stabilny podczas szaleństw, i nie zaskoczy nas niespodziewaną zmianą kierunku. Przez słuszną masę pojazdu znacznie przekraczającą 2 tony każdy poślizg, pokonany zakręt, i proces przyspieszania (płynnego) wydaje się, jakby ktoś włączył efekt slow-motion. Nie wiem jak Wy, ale ja marzyłbym o takim wypadzie w teren. Zabawa i adrenalina gwarantowane! 



Pamiętajmy tylko o jednym. To, co sprawia że w terenie nic nie jest w stanie popsuć nam świetnej zabawy, staje się dosyć irytujące podczas powrotu do domu, czy codziennej przejażdżki po ulicach San Francisco, czy Los Angeles. Agresywne wchodzenie w zakręty kończy się mocnym przechylaniem nadwozia i wypadaniem z linii jazdy, opony z głębokim bieżnikiem (do walki z piaskiem i błotem) przy większej prędkości mocno hałasują przez opory toczenia, a wszelkie manewry w ciaśniejszych miejscach szybko przypomną nam o mocno ograniczonej zwrotności niemałego przecież pojazdu. Problemem będzie też duże spalanie przy każdym dynamicznym manewrze, co oznacza stosunkowo niewielki zasięg mimo dużego zbiornika. Ale cóż, tyle charakteru musi mieć swoją drugą stronę.

Myślę jednak, że to głównie problemy nas Europejczyków, bo na praktycznie każdym skrawku przestrzeni mamy tereny zabudowane, ostre zakręty, ciasne parkingi, i walkę o każdą lukę w ruchu drogowym. Nie ulega wątpliwości, że większość tych problemów nie dotyczy przestrzennie rozproszonej Ameryki.

Z wad można jeszcze wymienić niezbyt wytwornie wykonane wnętrze, choć ma swój unikalny projekt. Jakość niektórych plastikowych elementów wnętrza też nie rzuca na kolana. I częściowo stąd przystępna jak na możliwości cena. Ale to nie dla wnętrza kupuje się to auto, tylko dla jego prezencji i zdolności dynamicznych! Poza tym takie wnętrze można łatwiej wyczyścić i doprowadzić do porządku, gdy osiądzie na nim pustynny pył dziko wzniecany wcześniej przez kierującego.



A zatem mimo tego, że auto jako całość jest dalekie od ideału, to i tak kocham je za autentyczność, że nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Najważniejsze, że ma swój unikalny charakter, nie przejmuje się jakimiś zbędnymi ograniczeniami. Jest rasowym, groźnym pogromcą niedostępnych dla większości aut terytoriów, zabawką dbającą o zapewnienie swojemu posiadaczowi odpowiedniej dawki adrenaliny, dzięki dużej przestrzeni pasażerskiej i ładunkowej modelem mimo wszystko przydatnym na co dzień, zwłaszcza gdy mieszkamy z dala od centrum lub na odludziu. Możemy zawieźć dzieci do szkoły, zrobić po drodze zakupy, w międzyczasie poszaleć po bezdrożach, a wieczorem razem z zakupami oraz pociechami na tylnej kanapie udać się z powrotem do domu w spokojnym, cichym, acz dynamicznym tempie. Zaś gdy z rana chcemy zapewnić sobie dobre pobudzenie, wystarczy wdusić pedał gazu do podłogi. Piękny klasyczny dźwięk V8, wyjącej turbiny, i towarzyszące im obu uczucie wciskania w fotel z pewnością załatwią sprawę.


Dziękuję za lekturę i zapraszam na następne wpisy, trzymajcie się!


Źródła zdjęć: Hennessey Performance, F-150 Raptor 4-drzwiowy , Raptor 2-drzwiowy