NUMER 34: Lamborghini Gallardo LP570-4 Superleggera
Witajcie ponownie!
Żeby zmienić trochę kierunek, tym razem opowiem Wam o kolejnym aucie z garażu moich marzeń, ale będącym z zupełnie innego segmentu rynku niż wspomniany wcześniej Mercedes G63 6x6. Na początek powiem, że jest włoski, a silnik jest umieszczony za fotelami, a więc mamy do czynienia z autem zaledwie dwumiejscowym. Jest na tyle niski, że niektóre zwykłe auta mają zewnętrzne lusterka na wysokości jego dachu. Jeśli przeczytaliście tytuł, lub spojrzeliście na pierwsze zdjęcie, to rzecz jasna wiecie, że w tym odcinku przedstawię jeden z modeli ze stajni Lamborghini. A może raczej z obory, skoro mowa o wściekłym byku?
Tak czy inaczej, to auto przekonuje mnie swoją niebagatelną urodą. Jest przyczajony, ma agresywnie wystylizowane nadwozie, kilka dodatków, dzięki którym prowadzi się lepiej od wersji bazowej. Jest też nieco wzmocniony silnik, ale to, co sprawia większą różnicę w szybkości, to obniżona masa (o 70 kilogramów), która tu akurat jest jak najbardziej na miejscu, bo auto ma napęd na 4 koła, przez co waży nieco więcej od konkurentów z napędem tylko na tył.
Choć jest tu preferencja tyłu (standardowy podział mocy to 30% przód : 70% tył), co czuć, gdy wdepniemy gaz podczas pokonywania zakrętu (może zarzucić tyłem), to jednak z pewnością można poczuć się o wiele bezpieczniej podczas prowadzenia, bo jednak poziom przyczepności przy umiejętnej jeździe jest czasem wprost niesamowity. Sprint do setki trwa 3,5 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 320 km/h. No i ten ryk, niczym wściekły byk, tłukący rogami o przestrzeń silnikową! Potężne wolnossące (czyli bez doładowania) V10 o pojemności 5,2 litra, i mocy, co mało zaskakujące, bo wynika z nazwy, 570 koni mechanicznych, do tego 6-biegowa skrzynia automatyczna (obsługiwana łopatkami przy kierownicy), do tego kilka specjalnych, dedykowanych do tego modelu lakierów nadwozia, i dość mocno wybebeszone z dodatków wnętrze, które jednak zachowuje minimum użyteczności, oczywiście tylko, gdy nie zachce nam się przejechać nim na zakupy do supermarketu.
Wtedy zaczniemy kląć na strasznie trudne parkowanie, bo widoczność z wnętrza pozostawia sporo do życzenia. Najlepiej albo parkować, wyglądając prze otwarte drzwi, albo zatrudnić do stałej pomocy gościa, który przy każdym parkowaniu będzie robił za czujniki parkowania. Do tego rozbudowane przednie ospojlerowanie powoduje, że otrzemy nim przy każdej próbie podjazdu pod próg, czy przejeździe przez grubo namalowaną na asfalcie linię. Ale to przecież Lamborghini! Kupować Lambo pod kątem użyteczności na co dzień, to tak jakby chodzić cały rok tylko w kaloszach, bo przecież teoretycznie codziennie może zastać nas powódź. Albo równie dobrze można wstawić sobie do sypialni łóżko na cały pokój, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy możemy zacząć tyć... No dobra, koniec tych porównań, wróćmy do auta. Lamborghini od zawsze z zasady były niesamowite. Wzbudzały emocje, często strach za kółkiem, obawę o własne życie, adrenalinę, i żywiło się do nich skrajne uczucia, to znaczy miłość, gdy jechaliśmy nim po górskich serpentynach, albo torach wyścigowych, a z drugiej wręcz nienawiść, gdy próbowaliśmy nim wrócić z owego toru z powrotem do domu, lub jedyne czego pragnęliśmy, to chwila odpoczynku za kółkiem, na pewno wiecie, o czym mówię ;)
Ale to właśnie jest kwintesencja wrażeń związanych z tymi autami! Wspominałem już może, że całe wnętrze auta jest wyłożone zamszem? Ma to chyba stwarzać wrażenie jazdy autem wyścigowym, ale szczerze to nie wiem, dlaczego aż tyle tego zamszu. Bo jeszcze kierownicę to mogę zrozumieć, bo zamszowa, czy też pokryta "alcantarą" pomaga pewniej nią operować w rękawicach (wyścigowych rzecz jasna, nawet nie myślcie o jeździe zimą w zwykłych, puchatych rękawiczkach zrobionych z bobrów, czy tam innych norek), i jest odporna na pocące się dłonie, ale cały kokpit wraz z podsufitką? Że niby kierowca będzie się pocić jak jakieś zwierzę, i nie będzie miało to gdzie wyparować? O wyjaśnienie producenta nie śmiem pytać... Zostałbym poczęstowany pięciogodzinnym wykładem na temat wyższości zamszu nad wszystkimi innymi materiałami do wnętrz na świecie. Poza tym mamy tu klimatyzację, więc spiekota we wnętrzu jest nam niegroźna.
Lubię też okleiny na bokach nadwozia z napisem "Superleggera" (świetna nazwa, nieprawdaż?), i ten spojler na tylnym końcu auta, no i nie zapominajmy o dwóch podwójnych końcówkach wydechów.
Można też pooglądać sobie silnik z góry, bo z wierzchu został przeszklony niczym w jakiejś galerii. Najfajniej podziwia się tylne lampy po zmroku, ich świecące kształty to moim zdaniem rewelacja. Warto też dodać, że konsola środkowa we wnętrzu wykonana została z włókna węglowego, a w miejscu ekranu nawigacji występuje kolejna połać tego tworzywa, z dużym napisem marki, tak jak byśmy o niej nie wiedzieli...lub gdy policjant zapyta podczas zatrzymania, jakim to autem tak szarżowaliśmy, a my ze stresu zapomnimy i odpowiemy, patrząc ze skruchą na kokpit: "Panie władzo, przecież to Lamborghini, niby jak tym wolno jeździć, sam Pan władza przyzna" :)
A
zatem, zmierzając do podsumowania, myślę że ten samochód jest dziwnym
połączeniem piękna, bezużyteczności, precyzji prowadzenia, szpanerstwa,
indywidualności, osiągów, techniki i to chyba właśnie taka mieszanka
wybuchowa powoduje, że bardzo pragnę posiadać go w swoim garażu marzeń.
Przekonuje mnie swoimi walorami, a na wady nie bardzo zwracam uwagę, bo ktoś wydający na auto ponad milion złotych (tyle kosztował jako nowy kilka lat temu) ma do dyspozycji inne auta, lepiej pełniące bardziej "przyziemne" funkcje, ale jednocześnie niedomagające wszędzie tam, gdzie Superleggera błyszczy i czuje się w swoim żywiole. Spece z Lamborghini zrobili kolejny genialny wóz, i oby trwali w tym stanie przez kolejne lata. Te auta zawsze były kontrowersyjne funkcjonalnie, ale było to celowym zabiegiem producenta, a nie niedopracowaniem i niedopatrzeniem inżynierów. Tak było kiedyś, jest teraz, i będzie (oby) także w przyszłości. Teraz, gdy firma jest w rękach koncernu Volkswagena, mamy chociaż pewność, że mechanicznie będą sprawować się co najmniej godnie.
To tyle w tym temacie, dziękuję, że poświęciliście czas na mój artykuł, i jak zawsze, zapraszam do śledzenia moich następnych poczynań. Do następnego! ;)
Źródła zdjęć: NetCarShow , Motor Trend
Fanpage na FB: PJ Moto-blog Fanpage

















