wtorek, 3 listopada 2015

Verva Street Racing + Clarkson, Hammond & May Live!


Witam wszystkich bardzo serdecznie!


W tym poście chciałbym opisać Wam, fanom motoryzacji, jak również fanom mojego bloga, osobiste wrażenia ze wspaniałego wydarzenia, które odbyło się 24 października 2015 r. w Warszawie.
Dokładniej rzecz biorąc odbyło się ono na Stadionie Narodowym oraz na jego błoniach.

Zatem zapraszam na relację z:

VERVA STREET RACING + CLARKSON, HAMMOND & MAY LIVE! 




Zacznijmy od początku. O godzinie 14:00 rozpoczęła się pierwsza część eventu, tzw. "pit party". Dostęp do tej strefy miała ograniczona liczba osób (w granicach 15 tysięcy osób) i wymagała dopłacenia ok. 20 zł przy zakupie biletów. Kto kupował późno bilety, mogło już nie starczyć, jako że cała pula biletów na wydarzenie wynosiła aż 60 tys. miejsc. Oczywiście ja się załapałem. Krótko mówiąc, na PIT PARTY można było zobaczyć wspaniałe samochody, motocykle i inne maszyny, które były ustawione na zewnątrz, dookoła stadionu. Były tam również pojazdy, które później wzięły udział w głównej części pokazu. Były dosłownie na wyciągnięcie ręki, można było podejść, wsiąść, obejrzeć z bliska i nacieszyć oczy. 

Przy okazji odbyły się mini pokazy driftu, trików na motocyklu i wiele więcej. Pit Party było też dobrą okazją na zareklamowanie 2 nowych książek: nowej części felietonów Clarksona pt. "Co może pójść nie tak?" oraz książki autorstwa Bena Collinsa, czyli ex-Stiga (kierowcy w białym kombinezonie z TopGear) pod tytułem "Jak prowadzić". Co więcej, można było spotkać i dostać autograf gwiazd polskiego motorsportu, jak np. Adama Małysza, Kubę Przygońskiego czy Rafała Sonika.
  Na stoiskach stało też parę nowiutkich modeli samochodów, jak np. Mazda MX-5, Volvo S60 Polestar, Corvette Z06, Volvo XC90, Audi R8 V10, RS6 i RS3, Maserati Ghibli i Quattroporte, kilka modeli wyczynowych (torowych), a także, co ciekawe, nowe modele Cadillaca, oficjalnie nieoferowane na naszym kontynencie.


Gdy dobiła godzina 17:00, zamknięto całą wystawę, a otwarte zostały bramy stadionu. Można było już zająć zakupione wcześniej miejsca, napić się herbaty, zjeść i przygotować do rozgrzewkowej części show. Pre-show rozpoczęło się o 19:00, składało się m.in. z wyścigów kosiarek, mini motocykli, motocykli enduro, quadów, jak również gokartów. Prowadzącym tę część show był Krzysztof "Jankes" Jankowski z radia Eska. 
Ciekawym elementem było aktywizowanie publiczności poprzez kamery i widok z nich na telebimach, np. pocałunki, przytulanie, robienie miny, mieliśmy nawet okazję zobaczyć oświadczyny! :) Po tej części pokazu apetyt na kolejne części był już mocno rozbudzony.




O godzinie 20:00 z hukiem rozpoczęła się druga część, czyli jak w tytule "Verva Street Racing 2015". Zobaczyliśmy akrobacje na motocyklach, auta jadące w rajdzie Dakar, wyścigowe Porsche 911 GT3 Cup, prezentację nowych oraz klasycznych modeli Jaguara, amerykańskie hot-rody i klasyki z pneumatycznym zawieszeniem (opuszczane i podnoszone, chwilami wręcz nieźle podskakiwały) w towarzystwie pięknych tancerek, które pokazały bardzo dobry układ taneczny. Były też potwory z amerykańskich wyścigów NASCAR, rajdówki (jedną z nich moja ukochana Subaru Impreza). 

Wielką niespodzianką wieczoru były występy za kółkiem Subaru Felixa Baumgartnera, słynnego ze skoku spadochronowego ze stratosfery, jako że ostatnio dość aktywnie angażuje się w motorsport. Zobaczyliśmy też mistrzów driftu w swoich brykach, w tym słynną Toyotę GT86, którą Kuba Przygoński pobił rekord prędkości w drifcie, wynoszący niemal 218 km/h, przy czym poprzedni rekord wynosił "zaledwie" 183 km/h.

W tej części show oprócz Krzysztofa show współprowadzili Agnieszka Szulim oraz Tomasz Zimoch. Przed zakończeniem tej jakże ekscytującej części show swoje umiejętności zaprezentowali kierowca motocykla oraz kierowca samochodu Noble M600, pierwszy z nich robił dużo zadymy, palił gumę, wykonywał sztuczki na swojej maszynie, zaś drugi robił bączki wokół palących się beczek, a także kręcił "ósemki" wokół dwóch odważnych i szalonych moim zdaniem dziewczyn, które służyły za "pachołki", między którymi Noble z wielką precyzją, na styk manewrował, o mało nie potrącając jednej z nich wykonując parkowanie na ręcznym. Oczywiście wszystko przebiegło zgodnie z planem i nikt nie ucierpiał ;)

No i wreszcie wisienką na torcie tego wieczoru był występ Świętej Trójcy Motoryzacji, czyli nikt inny, jak Jeremy Clarkson, Richard Hammond oraz James May.
Już od samego początku rozbawiali wszystkich widzów do łez, co rusz serwując nam swoje typowe, brytyjskie poczucie humoru i wzajemne przyjacielsko-krytyczne komentarze. W ciągu 2 godzin dali nam wspaniały pokaz, który, warto podkreślić, cechował się dużą różnorodnością proponowanych atrakcji. Były więc: motocykle jeżdżące w zamkniętej metalowej klatce w kształcie kuli, grupa akrobatyczna prezentująca nazwijmy to "taniec zespołowy 4 samochodów", a także pokaz nowiutkich, drogich samochodów, o których wypowiedzieli się prowadzący.  




Brytyjskie trio próbowało też, dość nieudolnie pokazać, że potrafi driftować wokół przeszkód, zobaczyliśmy też 2 auta pokryte w całości "pikselami", które w ciemności zmieniały dynamicznie kolory karoserii i jednocześnie manewrowały między osobami ze świecącymi ozdobami, pokazali też całkiem nowy, nieemitowany wcześniej w telewizji 15 minutowy nakręcony materiał (na telebimach), w którym testowali 3 bardzo szybkie i pożądane auta. Przejechali się też autami o nazwie Reliant Robin, które są dość wywrotne (wpiszcie hasło RELIANT ROBIN do wyszukiwarki, a przekonacie się dlaczego).

Nieodłącznym elementem każdego ich występu na żywo jest samochodowa piłka nożna. Oba zespoły (Anglia kontra Polska) grały Suzuki Swiftami, a koniec końców wynik 5:4 okazał się korzystny dla Polski. Emocje wśród publiczności podczas strzelania bramek były nie mniejsze niż na meczu Mistrzostw Świata czy Europy w "tradycyjnej" piłce nożnej. Kolejne elementy występu robiące wrażenie to także: popisy mistrza na rowerze (przepraszam, ale nie byłem w stanie spamiętać nazwiska), który przeskakiwał na swoim jednośladzie na dachach poruszających się samochodów i innych obiektów na scenie, mogliśmy też zobaczyć Porsche, które dosłownie paliły gumę (ktoś chodził po scenie z miotaczem ognia i podpalał nim koła popisujących się 2 aut, te zaś jadąc zostawiały po sobie płonący ślad).

Dobrym pomysłem na rozluźnienie widowni był pokaz skonstruowanych własnoręcznie przez słynne trio samochodów elektrycznych na bazie domowych sprzętów AGD (w odpowiedzi na wysokie ceny nowych aut hybrydowych i elektrycznych z salonu). Ponownie śmiechu było co nie miara. Rzecz jasna było jeszcze trochę więcej atrakcji, ale nie jestem teraz w stanie wszystkiego sobie przypomnieć, bo po prostu było tego bardzo dużo, co tylko lepiej świadczy o randze tego wydarzenia.

Na tę chwilę chciałbym wszystkim bardzo podziękować za lekturę moich wrażeń z najlepszego na świecie show o tematyce głównie samochodów, ale także generalnie pojazdów, zarówno tych jedno- jak i dwuśladowych. Było to dla mnie wspaniałe, niezapomniane, nieporównywalne z niczym przeżycie, doświadczenie, które jeszcze długo będę z radością wspominał. No i ta świadomość, że znajdowałem się raptem kilkadziesiąt metrów od Świętej Trójcy Motoryzacji! :D To tylko dodatkowo daje mi powód do dumy, radości, ale i żalu, że tyle się na to czekało i tak szybko to wszystko przeleciało. 





I jeszcze jedno. Jeśli są tu jakieś osoby żałujące że nie były, albo wątpiące w sens wydania na ten spektakl pieniędzy, apeluję: KONIECZNIE IDŹCIE!!! Ja też nie byłem do końca pewien, jak to show mi się spodoba, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. 

Zapraszam na moje kolejne artykuły i kolejne relacje z ważnych wydarzeń ;) Nie zapominajcie też o moich poprzednich artykułach, czekają na Was nieustannie, gotowe nasycić Was dawką benzyny i wiadomości ze świata motoryzacji, który tak kocham :)


Do następnego! :D 
 




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz