poniedziałek, 25 maja 2015

Współczesne Top 50

 

NUMER 41: Chevrolet Camaro Z/28 (2014)

Dzisiejsza pozycja notowania jest dość specyficzna. Dlaczego? Jak wiemy, amerykańskie auta raczej nie słyną z wzorowych właściwości jezdnych na zakrętach ani wyrafinowania technicznego czy skomplikowanych systemów wspomagających kierowcę. Ale dzisiejszy reprezentant z jednej strony uwidacznia wyraźnie niektóre z powyższych cech, a z drugiej z niektórymi z mitów pragnie się rozprawić. Zapewne pierwsze co przychodzi Wam na myśl, spoglądając na tytuł, to: muscle car, dobry na prostej, ciężki, czy palenie gumy. I tutaj mamy punkt zaczepienia. A zatem przedstawiam Wam ostatniego członka rodu 5 generacji jednego z najbardziej kultowych wozów Ameryki. Chevroleta Camaro w wersji Z/28, która moim zdaniem dobrze podsumowała obecną jeszcze w salonach generację przed wprowadzeniem następnej, czyli szóstej, która wniesie dużo nowości i przemian.


Może tym razem nietypowo zacznijmy od paru danych technicznych: silnik wolnossący V8 o pojemności 7 litrów, 505 koni mechanicznych, 650 Nm, 6-biegowa ręczna skrzynia, napęd na tył, 0-100 km/h w 4 sekundy, max. prędkość = 306 km/h, masa 1733 kg. 


To by było na tyle względem cyferek i literek, a teraz do rzeczy. Dlaczego wybrałem go do swojego notowania? Bo uważam, że Z/28 wygląda najlepiej w całej palecie modelu. Został on zaprojektowany typowo na tor, nie uznaje kompromisów. W bagażniku nie ma dywanika, tylko sam lakier, klimatyzacja jest w opcji, zaś opony należą do jednych z najszerszych montowanych w autach dopuszczonych do ruchu. Nie znajdziecie w nim turbosprężarek, dwusprzęgłowych skrzyń biegów, ani stwarzającego wrażenie opanowania napędu na 4 koła. Zatem w tym miejscu mamy klasycznego amerykanina. Ten konkretny model wyraźnie przedkłada osiągi i dynamikę jazdy nad praktyczność i przyjazność w codziennym użytku. 


Wystarczy spojrzeć na zestaw ospojlerowania, wybrzuszenie na masce i wspomniane opony, aby przyszedł na myśl tor wyścigowy. I w tym miejscu wkracza odrobina nowoczesności: ma hamulce renomowanej firmy Brembo, opony, a raczej "slicki" czy "laczki" sygnowane przez Pirelli, fotele wyczynowe firmy Recaro, a także niektóre elementy silnika wytwarzane w Niemczech i Austrii. Zatem tu kończy się stereotypowe postrzeganie przysadzistego mięśniaka, a zaczyna przemiana w "solidnie zbudowanego" sportowca. Kilka uwag odnośnie opon: są to prawie slicki, czyli nadają się tylko na suche podłoże, po drugie najlepszą efektywność uzyskują po dobrym nagrzaniu, ale gdy te dwa warunki zostaną spełnione, czeka nas niesamowita frajda przy akompaniamencie starego dobrego "wyjadacza" grzmiącego spod przedniej maski.


W porównaniu ze współczesnymi zaawansowanymi jednostkami napędowymi, daje on bardzo szybką reakcję na wciśnięcie gazu, bo nie trzeba czekać na rozkręcenie się turbosprężarki, jest tutaj odczuwalna spora doza przewidywalności, która na pewno ocali niejednego śmiałka siedzącego za kółkiem, ale i doświadczonemu kierowcy pozwoli jeszcze skuteczniej wykorzystać potencjał wyściowych komponentów. Krótko mówiąc, to auto nie uznaje pieszczenia się, To potwór, który ryczy, drapie i gryzie, jeśli zechcemy docisnąć go do krawędzi możliwości. Ale ileż przy tym frajdy! :D Hamulce odgrywają świetną robotę, a zawieszenie daje na bieżąco pełny obraz sytuacji.


I właśnie za to połączenie tradycyjności i prostoty z przełamywaniem konwencji i stereotypów zdecydowanie zasłużenie w mojej opinii zasługuje na miano jednego z najlepszych współczesnych aut.

Źródła: NetCarShowTopGear Polska

Zapraszam na fanpage na Facebooku :) PJ Moto-blog Facebook





sobota, 16 maja 2015

Miniporadnik - jak kupić auto?



Witajcie w nowym artykule! 

 


Ostatnimi czasy wielu moich znajomych zwróciło się do mnie z prośbą o pomoc w wybraniu bądź to pierwszego własnego samochodu, bądź już kolejnego. To podsunęło mi pomysł na kolejny materiał do mojego bloga, w którym mam nadzieję ułatwić choć odrobinę Wam, czytelnikom, złożony proces zakupu własnych czterech kółek. Oczywiście nie bierzemy tu pod uwagę bardzo majętnych osób, z prostej przyczyny: Im więcej pieniędzy w portfelu, tym szybszy zakup auta (lub nawet aut) bez dłuższych wahań :)

Pozostańmy jednak na ziemi. Oczywiście to co nakreśliłem Wam poniżej, jest jedynie wskazówką, nakierowaniem. Nie oznacza to że moje porady są jedynym słusznym sposobem na kupno auta ;)

Bez dalszego przedłużania, zapraszam na mój mini-poradnik!

1. Najważniejszą rzeczą, o której musimy pomyśleć w pierwszej kolejności, jest ustalenie budżetu, jaki możemy przeznaczyć na zakup. Warto uwzględnić ewentualne wydanie kwoty większej od zakładanej, jeśli dany egzemplarz samochodu wydaje się nam bardzo atrakcyjny. Na przykład: ustaliliśmy nasz docelowy budżet na 20 000 złotych, ale w trakcie poszukiwań znaleźliśmy model idealnie dopasowany do naszych potrzeb, z tym że jego cena wynosi 22 000 złotych. Zawsze przecież można próbować się targować, a żeby mieć powód do targowania, warto na siłę poszukać nawet drobnych i nieistotnych wad, aby mieć ku temu argumenty. Oczywiście dla jasności: 20 000 złotych jakie dałem dla przykładu, obejmuje tylko zakup. Osobne środki na koncie trzeba mieć odłożone na rejestrację samochodu, ogólnie rzecz biorąc przystosowanie auta do zmiany właściciela, no i rzecz jasna bieżące wydatki związane z eksploatacją.



2. Gdy już mamy określone ramy naszego budżetu, warto nawet na zwykłej kartce wypisać wszystkie te cechy pojazdu, które są przez nas pożądane, poszukiwane. Kryteria są bardzo rozmaite: wygląd zewnętrzny, komfort jazdy, pojemność bagażnika, design wewnątrz auta (deska rozdzielcza, jakość użytych materiałów, itp.), rozmiar auta, typ karoserii (sedan, kombi, cabrio, ...), niezbędne naszym zdaniem elementy wyposażenia (klimatyzacja, skórzana tapicerka, różne schowki na drobiazgi, itd.). Pomyślcie też, do czego w głównej mierze będzie użytkowany: do miasta,  na dalsze trasy, w teren, do przewożenia cięższych bagaży lub ile osób będzie nim podróżować. Pomyślmy nad marką auta, z tym że tutaj często warto pozbyć się uprzedzeń, które niesłusznie krzywdzą dobre propozycje. Popytajmy znajomych, czym jeżdżą i czy są zadowoleni. Rozważmy, czy chcemy silnik benzynowy, Diesla, zasilany LPG, czy może chcemy o zgrozo ;) hybrydę, a także czy preferujemy oszczędność spalania, czy stawiamy na ponadprzeciętną dynamikę.



3. Załóżmy, że mamy już wybrany nasz wymarzony model, który znajduje się w zasięgu naszego portfela (można sprawdzić strony internetowe wystawiające ogłoszenia aut na sprzedaż w celu sprawdzenia przeciętnych cen oferowanych egzemplarzy). Zacznijmy więc poszukiwania od okolicznych ofert sprzedaży ze stron internetowych, gazet, komisów samochodowych, albo u naszych (zaufanych !) znajomych "obracających" autami na szerszą skalę ;) Możliwości znalezienia ofert jest mnóstwo. Po znalezieniu interesującego nas egzemplarza kontaktujemy się ze sprzedającym, i umawiamy się na "oględziny". I tu bardzo istotna uwaga: ZAWSZE przed ostateczną decyzją o zakupie koniecznie jazda próbna! Kupowanie tylko na podstawie opinii znajomych i na forach jest błędem. Musimy sami poczuć auto, zobaczyć czy pasuje nam jego zestrojenie, zachowanie na nierównościach (w krajach o takich nawierzchniach jak Polska dość istotne :D ), prowadzenie na zakrętach i widoczność dokoła nas. Czasem podczas jazdy "wychodzą na jaw" drobne usterki dające okazję do zbicia ceny albo nawet eliminujące szansę na zakup. Nie bójmy się też aut sprowadzanych, nie w każdym przypadku jest to obarczone ryzykiem, nie przekreślajmy też z góry danego modelu tylko dlatego, że jest wyprodukowany przez markę, która budzi mniejsze zaufanie. Najlepszym na to dowodem są tzw. trojaczki z czeskiej miejscowości Kolin, a mianowicie: Toyota Aygo, Citroen C1 i Peugeot 107 (zdjęcie poniżej). Dlaczego akurat ten przykład? Bo cała trójka jeździ na technice Toyoty, są robione w tej samej fabryce i kosztują podobnie, Toyota jest nawet droższa tylko dlatego że uchodzi za niezawodną, a przecież pozostałe dwa są poza innymi lampami i znaczkami identyczną konstrukcją. W niektórych magazynach motoryzacyjnych co pewien czas publikowane są rankingi niezawodności, które mogą pomóc w znalezieniu niezawodnego kandydata. Ale tu też uważajmy, bo wiele zależy od tego, jak dane auto było traktowane przez dotychczasowego właściciela. Dla przykładu: sam fakt kupna Volkswagena nie znaczy, że automatycznie będzie wieczny. Właściciel mógł go dosłownie "żyłować" na granicy wytrzymałości. Spójrzmy na przebieg, wykonywane przeglądy i dokonywane naprawy, a także nasze spostrzeżenia podczas przejażdżki.



I tu dochodzimy do jeszcze jednej ważnej kwestii. Bardzo pomocna i wzbudzająca zaufanie może być regularnie prowadzona i zadbana książka serwisowa - mówi nam ona o wszystkich czynnościach wykonywanych podczas eksploatacji, naprawach, wymianach i modyfikacjach, jak np. "samodzielnej" instalacji LPG (autogazu).



Mam nadzieję, że tymi spostrzeżeniami i poradami choć trochę ułatwię Wam, kierowcom, rodzinom, pasjonatom i wszystkim zainteresowanym, niełatwą dziś decyzję o zakupie i wyborze nowego "członka rodziny" lub "przyjaciela", jakim dziś jest bez wątpienia dla człowieka samochód. Jeśli macie jakieś spostrzeżenia, uwagi, lub coś mi umknęło to zapraszam do komentowania tutaj albo na Facebooku (link poniżej). 

Do następnego artykułu! ;D

Zapraszam na mój fan page na Facebooku :


Źródło zdjęć: Grafika Google





wtorek, 12 maja 2015

Współczesne Top 50

 

NUMER 42: Holden Walkinshaw W507

 



W dzisiejszym artykule prezentuję Wam kolejnego kandydata do mojego garażu marzeń. Tym razem opuścimy na chwilę typowe motoryzacyjne kraje i przeniesiemy się do Australii. Już od wielu lat zaciekły bój toczą tam dwie marki: Ford i Holden. Mieszkańcy tegoż kraju od zawsze dzielili się na dwa obozy: zwolenników Forda i zwolenników Holdena. Nierzadko kończyło się to potyczkami... Dzisiaj pomówimy o tej drugiej i o jej ostatnim modelu, czyli jak w tytule "Holden Walkinshaw W507".

Zapewne wielu z Was nie bardzo wie, co to w ogóle za marka, a co dopiero model. Już spieszę sprostować ;)

Otóż Holden to australijska marka samochodów osobowych, dostawczych i terenowych, należąca do koncernu General Motors Corporation. Produkuje auta w nadwoziach typu sedan, utility (w skrócie ute - czyli pickup), coupe oraz kombi. Miastem, gdzie powstało to przedsiębiorstwo, jest Adelaide na południu Australii, zatem wyraźnie widać, że jest to marka o korzeniach australijskich, tworzona przez australijczyków dla australijczyków. Obecnie niektóre modele dostarcza GM, po czym zmienia się im plakietki oraz co nieco w wyglądzie i sprzedaje. 



W grudniu 2013 szef Holdena, Mike Devereux ogłosił, że marka funkcjonować będzie do 2017 roku, kiedy to zamknięte zostaną wszystkie fabryki australijskiej marki pieczętując tym samym przejście produkcji samochodów Holdena, a także całej marki składającej się również z importowanych modeli do historii. Powód, jaki jest podawany przez australijski oddział GM to spadająca sprzedaż i malejący udział w lokalnym rynku przez Holdena. Według najnowszych doniesień po likwidacji marki jego miejsce zajmie Chevrolet, przejmując tym samym większość obecnej gamy znikającego producenta.

Tutaj znajdziecie bazę modeli Holdena i HSV --> Holden , HSV



No ale dość wywodów, przejdźmy do W507. Najprościej rzecz ujmując jest to podrasowany przez firmę tuningową o nazwie "Walkinshaw" model HSV GTS, który już w podstawie stanowi łakomy kąsek - w końcu jest najmocniejszym z samochodów produkcyjnych w historii australijskiego rynku motoryzacyjnego. Napędza go doładowany sprężarką silnik 6,2 V8 z Chevroleta Camaro ZL1, co daje następujące rezultaty: 584 koni mechanicznych i 739 niutonometrów oraz 100km/h w 4,4 sekundy. Jest do kupienia za jedyne 55 tysięcy funtów, co jest rewelacyjną kwotą jak za piekielnie szybkie auto. 



Ale dorzucając kolejne 4000 funtów, możemy oddać nasz nabytek w ręce Walkinshawa (jest on czymś w rodzaju AMG dla Mercedesa czy działu M dla BMW), który dokona dalszych modyfikacji. W efekcie przeróbek moc wzrasta do niebagatelnych 689 KM (!) oraz 900 Nm momentu obrotowego. Ze spokojem pociągnie niewielki samolot :D



Powiecie, że to już za dużo? Zapewne. Ale to tak jakby być za bogatym albo zbyt przystojnym. Poza tym przy każdej dyskusji w barze ten argument prostu zmiażdży waszych kolegów chwalących się swoimi Audi RS6 i BMW M5. No i ten dźwięk! Jeden z dziennikarzy określił go tak: "Mam wrażenie, że ciężka jak ołów fala uderzeniowa wydechu zostaje na długo w przestrzeni za samochodem".  Co jeszcze mamy na pokładzie tego potwora? 6-biegowa ręczna skrzynia, napęd na tył, masa: 1650 kg, prędkość maksymalna testowana przez TopGear wynosząca ponad 275km/h. A to wszystko za 100 tysięcy dolarów australijskich, czyli na polskie złotówki jakieś 300 000 zł. 



Z pewnością warto nawet sprowadzić sobie ten wóz z matczynego kraju i dostosować do ruchu w swoim kraju, bo jak wspomniałem: 
po pierwsze: marka Holden, jak i HSV, za 2 lata znika z rynku, zatem wartość modeli tego producenta z biegiem lat znacząco wzrośnie.
po drugie: za te pieniądze nigdzie nie uświadczycie jednocześnie takiej mocy przy jednocześnie tak dobrej funkcjonalności na co dzień, bo w końcu to jednak prawie jak rodzinny sedan :D
po trzecie: jeśli ktoś uważa niemieckie czy japońskie propozycje za zbyt opatrzone i sztampowe, ten wóz jest idealnym kandydatem ;) Na pewno szybko nie spotkacie drugiego takiego u siebie na ulicy, będzie swojego rodzaju unikatem.
po czwarte: to jedna z ostatnich szans na zakup auta z australijską krwią w żyłach, a nie przerabianych amerykańskich odpowiedników :)

Mam nadzieję, że nieco poszerzyłem Wasze motoryzacyjne horyzonty i przekonałem o wspaniałości tego samochodu, a zatem do następnego artykułu :)


Źródła: TopGear , NetCarShow