NUMER 33: Aston Martin V12 Zagato
Przyszła pora, aby przedstawić Wam auto, o którego istnieniu wiele osób prawdopodobnie nie wie, lub też ostatni wyraz w nazwie niewiele mówi. A zapewniam Was, że to właśnie dzięki temu przydomkowi samochód ten zasługuje na specjalne miejsce spośród całej "armii" podobnego typu samochodów sportowych.
Po pierwsze już sam fakt, że jest to Aston Martin, pozycjonuje go dość wysoko w hierarchii producentów samochodów. Po drugie, ma wspaniały, będący na wymarciu niczym zagrożony gatunek silnik V12, o cudownym brzmieniu, potężnej sile, i dopracowanej na przestrzeni lat konstrukcji. Po trzecie, to nie jest zwykły Aston Vantage V12, lecz technicznie bazująca na nim wersja limitowana, zaprojektowana przez włoskie studio projektowe o nazwie "Zagato", słynące z nietypowej szkoły designu, nieraz budzącej kontrowersje, ale również i podziw dla pracy inżynierów od nadwozia. Wyprodukowanie każdej sztuki tego auta pochłaniało 2000 roboczogodzin, z czego sam proces lakierowania to około 100 godzin, ponieważ każdy lakier użyty do tego auta jest wyjątkowy, ma głęboką barwę, prezentuje się nieziemsko.
Skoro już wstępnie wiemy, z jaką maszyną mamy do czynienia, przyszła pora na trochę szczegółów i smaczków. Zapytacie zapewne, czy zwykły Aston Martin V12 Vantage nie jest już wystarczająco "ekstra", by zasłużył na wyróżnienie? Macie sporo racji, ale wersja Zagato powinna być potraktowana jako doskonała lokata kapitału, ponieważ pierwotnie planowana liczba wyprodukowanych sztuk wynosiła 150. Jednak wiele źródeł donosi, że ostatecznie ich liczba na świecie jest jeszcze mniejsza, ponoć ostatecznie 101 egzemplarzy. A zatem już w chwili opuszczenia fabryki, i przekazania egzemplarzy właścicielom, prawie natychmiast zaczęły przybierać na wartości.
Ale chęć inwestycji nie jest jedyną przesłanką dla posiadania tego auta. Nawet ważniejsze jest to, że mamy do czynienia z nieco usprawnioną technicznie wersją zwykłego V12 Vantage. Zagato jest trochę lepiej przystosowane do torowej jazdy. Ma sztywniejsze zawieszenie, mniejszą masę własną, oraz opcjonalnie pakiet spojlerów poprawiający docisk na zakrętach. Co do wyglądu, to szczególnie przednia osłona (a raczej paszcza) chłodnicy, i kształt tylnej części wzbudzają mieszane odczucia, ale takie właśnie są cechy charakterystyczne nadwozi tego studia projektowego.
A zatem mamy typowego Zagato, który ma ogromny, pękaty wlot powietrza w przednim zderzaku, dach z dwoma garbami, dość mocno pochyloną (nieco w stylu Porsche 911) tylną część nadwozia, i małe pojedyncze, okrągłe tylne reflektory. Jednych to podnieca, innych odrzuca, ale najważniejsze, że nie pomylicie go z żadnym innym sportowym modelem, no może poza innymi modelami spod ręki Zagato, ale i tu różnice między modelami są dość łatwo dostrzegalne, nie ma tu zasady "kopiuj-wklej", tak modnej ostatnio w Audi, czy Mercedesie.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że nie jest to auto wyścigowe z krwi i kości. Wprawdzie powstały wersje wyczynowe, biorące udział w wyścigach torowych, ale model drogowy nie ma z nimi zbyt dużo wspólnego. Wnętrze samochodu zostało w większości przeniesione ze zwykłego V12 Vantage, i dobrze, bo wygląd kokpitu, i jakość wykonania nie pozostawiają nic do życzenia. Seryjnie dostajemy tu bardzo skuteczne i odporne na przegrzewanie ceramiczne hamulce. Tylko elektronika już trochę niedzisiejsza, w końcu produkcja modelu Vantage rozpoczęła się w 2005 roku. Oczywiście w międzyczasie trochę usprawniono niektóre bolączki, ale czuć jednak, że to raczej nie auto z epoki paneli dotykowych, sterowania gestami, czy trybów autonomicznych. Jednak jest coś, po czym poznamy od wewnątrz, że jedziemy wersją Zagato, mowa o specjalnej tapicerce skórzanej na drzwiach, fotelach i podsufitce. Ma pofalowane przeszycia, i wygląda obłędnie.
Od strony technicznej tylko krótko wspomnę o podstawowych parametrach: silnik ma niemal 6 litrów pojemności, jest wolnossący, do dyspozycji kierowcy jest 517 koni mechanicznych, i 570 Nm momentu obrotowego. Auto waży 1680 kilogramów (sporo jak na sportowy model, efekt przestarzałego podwozia), do 100 km/h przyspiesza w 4,2 sekundy, i maksymalnie pojedzie 305 km/h. W wyposażeniu znajdziemy elementy podnoszące komfort, takie jak kamera cofania, nawigacja, wspomniana specjalna skórzana tapicerka, czy 1000-watowe nagłośnienie marki Bang & Olufsen. A zatem nie ma mowy o spartańskich warunkach podróży. W ramach ciekawostki warto nadmienić, iż całe nadwozie było wykonywane z aluminium i włókna węglowego, co gwarantuje sztywność, i możliwość kształtowania tak pięknych linii nadwozia.
Ale dla mnie niekoniecznie istotne są suche dane na papierze, bardziej liczy się, jakie wrażenia daje obcowanie z wozem i śmiganie nim po drogach. Akurat w tym samochodzie projektanci postanowili odpuścić sobie wyścig zbrojeń z rywalami, kto będzie miał więcej koni, czy więcej kosmicznej technologii. Skupili się na tym, żeby auto poruszało zmysły, wzbudzało emocje. Oczywiście nie jest zawalidrogą, ale jest już dzisiaj wiele szybszych od Zagato modeli. Tu jednak silnik gra tak piękne melodie, a układ kierowniczy jest na tyle angażujący kierowcę, że mamy zupełnie inne odczucia. Jazda jest trochę męcząca, ponieważ sprzęgło i skrzynia biegów chodzą z wyczuwalnym oporem. Ale to dzięki temu wszystkiemu za kółkiem chce się żyć! Pierwsze skrzypce zresztą i tak gra silnik. Pięknie wkręca się na obroty, ma niepowtarzalny dźwięk 12 cylindrów, sporo pali, i po włączeniu trybu sportowego na otwartej przestrzeni słychać go z odległości kilku kilometrów! To po prostu jakiś obłęd! :D
Podsumowując, moim zdaniem połączenie włoskiego stylu z brytyjską inżynierią wyszło tutaj naprawdę rewelacyjnie, mamy tu i sporo komfortu, i nutkę agresji w prowadzeniu, i coś, co można nazwać tylko słowem "ekskluzywność". Czujemy tu, że auto jest swego rodzaju elitarne, niepowtarzalne, i naładowane tym, czego szukają osoby kochające podróżować samochodem, tutaj niezależnie w jakim tempie. W momencie premiery Zagato kosztował 330 000 funtów (bez lokalnych podatków), czyli co najmniej 1,5 miliona złotych, dziś pewnie każdy z egzemplarzy jest wart kilkanaście procent więcej. Wiem, to sporo, ale jak już mierzyć, to wysoko ;) Ten model ma też w sobie to, czego zawsze szukam w samochodach: duszę i charyzmę, musi mieć w sobie to nieopisane coś, co przyciąga człowieka, sprawia, że myślimy o nim przez długi czas, musi zapadać w pamięć, i podbijać serca motomaniaków. I w tym miejscu nie ma żadnych wątpliwości. Aston Martin V12 Zagato jest po prostu arcydziełem sztuki!
To tyle na dzisiaj, dziękuję za lekturę materiału, i zapraszam jak zawsze na
Fanpage na Facebook,
i do śledzenia mojego bloga. Trzymajcie się! ;)
Fanpage na Facebook,
i do śledzenia mojego bloga. Trzymajcie się! ;)





