NUMER 35: Mercedes G63 AMG 6x6
Witajcie po dłuższej przerwie!
W dzisiejszym odcinku chciałem Wam pokazać auto, które właściwie rzecz biorąc chyba nie bardzo mieści się już w kategorii "auto". Chyba prędzej jest czymś pomiędzy autem, a traktorem, lub czołgiem.
Ale kto by się tym przejmował! Jak już wspominałem w poprzednich wpisach, uwielbiam samochody wyróżniające się czymś na rynku, i że nienawidzę wręcz aut, które jedyne co u mnie wywołują, to mdłości, albo senność, czyli takie, które są absolutnie przeciętne. Bo przecież w złych autach to przynajmniej można na coś ponarzekać, ale i przez to czasem docenić te pozytywne walory, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. Oczywiście najbardziej skłaniam się ku autom ogólnie dobrym, ale w jakiejś kategorii unikatowym.
Wracając do bohatera wpisu, ten Mercedes zdecydowanie wyróżnia się nie tylko na tle innych modeli z palety tego producenta, ale też na tle palety całej współczesnej motoryzacji. To może na początek krótkie rozszyfrowanie nazwy. Mercedes klasy G to model produkowany już od 1979 roku, a więc wkrótce będzie obchodził swoje 40 urodziny, i co ważniejsze, w zasadzie dzisiaj oferowany model jest zaledwie mocno przeprojektowanym samochodem wywodzącym się jeszcze z lat siedemdziesiątych. Później mamy dopisek 63 AMG, co jest równoznaczne z najmocniejszą (poza G65 AMG) wersją tego auta. Ale najlepsze mamy na końcu nazwy: 6x6, czyli napęd nawet na wszystkie... 6 kół!
Tak jest, to jedyna w swoim rodzaju "Gelenda", zwana popularnie wśród motomaniaków. Już zwykła wersja nie miała się czego wstydzić wjeżdżając na terenowe, nieubite szlaki, a opisana przeze mnie wersja jest już porażająca. Ponoć powstała na zamówienie wojska jakiegoś kraju, ale po tym, jak firma zaprezentowała ten samochód światu, okazało się, że również spora rzesza bogatych, zwykłych ludzi, wyraziła chęć jego zakupu. A więc ostatecznie można takie auto kupić, i zaparkować w przydomowym garażu (jeśli jest wystarczająco wysoki i pojemny), a może już raczej w hali. Samochód ma 6 kół, ale wewnątrz już takiej ekstrawagancji nie uświadczymy. Poza zmienionymi przyciskami do wyboru napędu (można z tym dostać na głowę, sporo opcji do wyboru), i przyciskami w podsufitce do regulacji ciśnienia opon (samochód może po naciśnięciu przycisku napompować, albo wypuścić powietrze z opon, aby np. nie ugrzęznąć tym potworem w piasku lub błocie) jest to w zasadzie normalne wnętrze, przejęte od zwykłej wersji.
Co jeszcze? Na pewno warto wspomnieć, że przy okazji auto to jest w zasadzie pick-up'em, ponieważ za przestrzenią pasażerską jest wyodrębniona "paka", w której wprawdzie ne za dużo się zmieści, ale jeśli już, to zalecałbym zamontowanie wielkiego dodatkowego zbiornika paliwa. Bo choć auto już fabrycznie ma zamontowany całkiem pokaźny zbiornik, to i tak przy silniku 5,5 l V8, generującym ponad 540 koni mechanicznych, i masie własnej samochodu wynoszącej około 3850 kilogramów, benzyna bardzo szybko zacznie wirować w obiegu wewnętrznym, kończąc jako spora porcja oparów w powietrzu, za każdym razem, gdy przyjdzie nam ochota wdepnąć mocno gaz, lub zbadać, jaka jest prędkość maksymalna tego mastodonta z luksusowo wyposażonym wnętrzem (ponoć jest to zaledwie 160 km/h, myślę że ma zainstalowaną blokadę, bez niej z pewnością doszedłby do przynajmniej 200 km/h). Tylko pamiętajcie, że jeszcze trzeba to stado koni i kilogramów w miarę skutecznie wyhamować ;)
Znajdziemy tu klimatyzację, nawigację, skórę, elektrycznie regulowane fotele, i dobre wygłuszenie kabiny, które skutecznie izoluje nawet od hałasu generowanego przez 37-calowe opony z terenowym bieżnikiem, które na asfalcie niemiłosiernie "huczą", no i warto dodać, że i podwójnie doładowany silnik V8, który jakimś cudem jest w stanie ten "bunkier" na kołach "rozkulać" do 100 km/h w około 6 sekund (!), też dorzuca swoje trzy grosze. Tym bardziej, że wydechy zamontowane są po bokach, po obu stronach pojazdu, tuż przed tylnymi kołami. Mamy tutaj 7-biegową skrzynię automatyczną, co zwalnia nas z obowiązku wciskania sprzęgła, i machania lewarkiem, przy takiej mocy auto po wciśnięciu pedału gazu zawsze chętnie "nabierze tempa".
Trzeba przyznać, że samo kontemplowanie tego pojazdu z zewnątrz robi wrażenie, tak jak orurowanie na pace, i znacznie poszerzone w celu zmieszczenia takich opon nadkola, wykonane z włókna węglowego, tak jakby miało to pomóc zaoszczędzić na masie w aucie ważącym więcej, niż jest dozwolone dla prawa jazdy kategorii B. A no właśnie, jeśli chcecie takim autem choćby się przejechać, kategoria B Wam nie wystarczy, tu już trzeba mieć prawko na ciężarówki. Ale sami przyznajcie, kto z Was nie chciałby popatrzeć na wszystkie te Audi Q7, BMW X6, czy Volvo XC90 z góry (i to z jak wysokiej góry!), i do tego sporą część z nich jeszcze upokorzyć w sprincie do setki spod świateł?
Hahaha, to na pewno jest genialne uczucie, i jeszcze chętnie zobaczyłbym miny ich kierowców, mających się niekiedy za władców szos. BEZCENNE!
Co jeszcze mogę dodać, żeby Was bardziej zaciekawić? Wymiary auta też są imponujące, tak jak wszystkie parametry tego "cudeńka". Długość to 5,88 metra, szerokość 2,11 metra, a wysokość 2,28 metra. Super, nieprawdaż? :D Ponoć rocznie powstaje po około 30 sztuk, każda kosztuje po uwzględnieniu podatków niemal 2 miliony złotych.
A zatem podsumowując, tym autem rządzą w zasadzie same wielkie liczby, no może poza czasem przyspieszenia do 100 km/h, i tempem opróżniania zbiornika rodem z cysterny (bak to za mało powiedziane). Co by nie mówić, w tym samochodzie jest taka porcja adrenaliny, ekstrawagancji, wyjątkowości, i zadziornego charakteru, że można by nim obdzielić całą resztę palety Mercedesów AMG. Z jednej strony mam świadomość, że ten samochód jest jednak dość absurdalny, niepotrzebny bogatemu człowiekowi, a ekolodzy wszystkie egzemplarze tego samochodu najchętniej by spalili na stosie, ale z drugiej podziwiam ekipę z Mercedesa AMG, że mieli odwagę wpuścić taki model do wprawdzie małoseryjnej, ale jednak produkcji, i że pokazali, że kiedy księgowi w firmie pozwolą im puścić wodze fantazji, potrafią stworzyć coś naprawdę niesamowitego. A G63 6x6 jest zresztą tylko jednym z licznych tego przykładów.
I tym właśnie stwierdzeniem zakończę tu swoją wypowiedź. Śledźcie mojego bloga, komentujcie, i wpadajcie na Facebooka na mój fanpage, oczywiście polubienia mile widziane. Do następnego! :)
Źródło zdjęć: NetCarShow








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz