NUMER 37: Bentley Continental GT3-R (2015)
Witam Was serdecznie w kolejnym artykule! Jak widzicie po tytule, tym razem chciałbym zaprezentować kolejne auto, na widok którego, czy też na myśl o nim, moje motoryzacyjne, pełne benzyny serce, zaczyna zmieniać ton na szybszy.
Być może niektórzy z Was będą nieco zdziwieni, że do zestawienia wymarzonych aut dobrałem akurat model marki Bentley. Uwierzcie mi jednak, że jest wiele powodów, dla których ta, wydawałoby się, stateczna firma, produkująca najwyższej klasy luksusowe samochody, potrafi też dodać do swojego asortymentu cech wyróżniających odrobinę sportu, ostrości i żądzy prędkości.
Po pierwsze, nie zachodząc jeszcze w szczegóły, uważam, że model Continental jest w obecnym wcieleniu bardzo dobrym samochodem, który coraz skuteczniej łączy wydawałoby się sprzeczne ze sobą cechy, a mianowicie dające frajdę i emocje prowadzenie, oraz zapewnienie najwyższego poziomu komfortu, niezależnie od warunków zewnętrznych. Rzecz jasna, nie spodziewajmy się tu poziomu Ferrari czy Lamborghini, bo Bentley ma dość rozbieżne od nich priorytety, ale jak na masę 2195 kg (w przypadku wersji GT3-R), ten model naprawdę nieźle potrafi radzić sobie na krętych wirażach. Czasem zdaje się wręcz prowadzić zbyt dobrze, jak na swoje gabaryty, i wraz z kolejnymi kilometrami zaczynamy zastanawiać się, czy aby przypadkiem producent nie podał nam masy z maksymalnym obciążeniem, zamiast masy podstawowej, bez balastu.
Po drugie, wersja GT3-R, będąca namiastką, hołdem dla wyczynowej, niedopuszczonej do ruchu drogowego wersji GT3, startującej na torach wyścigowych serii o tej samej nazwie (GT3), wygląda w mojej opinii bardzo korzystnie. Dodatkowy spojler, poprawiający docisk tyłu i wygląd, dyskretne ospojlerowanie na progach i przednim zderzaku, oraz tylny dyfuzor wykonany z lekkiego włókna węglowego, sprawiają, że spotykając na parkingu inny egzemplarz Continentala, będziemy mogli przechwalać właśnie tym, czego nie oferuje standardowa odmiana. Aha, no i kalkomania. Bardzo przypadło mi do gustu oklejenie nadwozia zielonymi paskami, nad którymi w okolicach tylnego lewego błotnika i dla odmiany prawego przedniego widnieje emblemat "GT3-R". Uwielbiam takie fabryczne okleiny! Zaznaczam, że tylko fabryczne! :D Bo na ogół te dorabiane przez właścicieli rzadko upiększają auto, raczej je szpecąc...
Warto też zwrócić uwagę na tzw. "smaczki". Mam tu na myśli przyciemnione klosze reflektorów, lakierowane na czarno 21-calowe felgi, a także czarne wloty powietrza z przodu i na masce, oraz lusterka. Te wszystkie zabiegi kolorystyczne stanowią doskonały kontrast, i dopełnienie niemniej pięknego białego lakieru o ciekawej nazwie "Glacier White" (biały lodowiec). Wspomniałem już, że cudowna kalkomania? :)
Wciąż za mało? Spokojnie, już wymieniam dalej. Spójrzmy teraz na to, co inżynierowie pogrzebali w modelu, aby usprawnić jego właściwości jezdne, czyli to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, to co schowane pod karoserią. W porównaniu do zwykłej wersji V8, GT3-R jest lżejszy o 100 kg. Pod maską pracuje benzynowe V8 o pojemności 4 litrów z dwiema turbosprężarkami, który wyciska 580 koni mechanicznych i 700 Nm momentu obrotowego. 8-biegowy automat ma skrócone przełożenia, co poprawia przyspieszenie, ale pogarsza niestety prędkość maksymalną, która wynosi "jedynie" 274 km/h. Do 100 km/h przyspiesza w 3,8 sekundy, co jest zasługą skutecznego napędu na 4 koła. Jak na takiego opasa, to bardzo dobry wynik. Otrzymał też potężne hamulce węglowo-ceramiczne, które są wręcz niezbędne przy takiej masie i mocy. Zawieszenie utwardzono, aby prowadził się lepiej od bazowego modelu.
Warto też wspomnieć o niebanalnym wnętrzu, w którym zostaniemy po królewsku ugoszczeni. Chociaż model został odchudzony, nie poczujemy tego siedząc w środku. Wszędzie, gdzie rzucimy okiem, jakość wykończenia i materiałów to mistrzostwo. Dominuje skóra i alcantara, a na desce rozdzielczej włókno węglowe. Ciekawostką jest ubarwienie wnętrza wieloma detalami w kolorze zielonym, takim jakim wykończona jest kalkomania na karoserii.
To poniekąd odniesienie do brytyjskich korzeni, bo jak wiemy Bentley wywodzi się z Wielkiej Brytanii, nawet jeśli obecnie należy do niemieckiego giganta (Volkswagena). Bierze się to stąd, że w dawnych latach brytyjskie samochody wyścigowe miały najczęściej ciemny zielony kolor (o nazwie British Racing Green), jest to ich znak charakterystyczny, tak jak czerwień dla Ferrari, czy niebieski dla Subaru. Jedyne, co zmniejsza nam funkcjonalność na co dzień, to brak tylnej kanapy, ale moim zdaniem komu zależy na tylnych miejscach, ten powinien wybrać inny model z gamy tego producenta. Za to mamy trochę więcej przestrzeni na bagaż.
Podsumowując, Bentley stworzył chyba najbardziej fascynujący, wzbudzający emocje model od dawna, a w przyszłości ma być pod tym względem jeszcze lepiej. Jest to doskonały towarzysz do dalekich podróży, np. przez całą Europę, czy nawet dalej. Kiedy tego oczekujemy, ma ogromną rezerwę komfortu i bezpieczeństwa, ale kiedy przyjdzie nam ochota, możemy zabrać go na kilka rundek po torze wyścigowym.
A kiedy już się na owym torze pokażemy, będziemy mogli przechwalać się, że mamy jeden z tylko 300 wyprodukowanych egzemplarzy GT3-R, którego cena wyniosła około 350 000 euro, czyli w przybliżeniu jakieś 1,5 miliona złotych. Tak, wiem, że to dużo, ale bądźmy szczerzy, czy Bentley był kiedyś tanim samochodem? Weźmy pod uwagę, że już za kilka lat wartość tego modelu wzrośnie, i to znacznie, a za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, wartość będzie kilkukrotnie wyższa. No i będziemy mieli fajne naklejki na nadwoziu. Co nie znaczy, że powinniśmy go chować pod plandeką, i trzymać w bezruchu przez te 20 czy 30 lat. Przeciwnie! Jeździjmy, cieszmy się nim, ponapawajmy się tym luksusem i unikatowością. Życie jest przecież krótkie ;)
To tyle na dziś, mam nadzieję, że nieco rozbudziłem Wasze apetyty i wewnętrzne benzynowe pragnienia, do następnego wpisu! :D
Źródło zdjęć: NetCarShow










Pewnie, że tak! Czekam z niecierpliwością na następny wpis! :) Kiedy można się go spodziewać?
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę! :D Ze względu na pracowity okres, nie miałem ostatnio zbytnio czasu, ale obiecuję, że następny wpis już za parę dni ;) Aha, i dziękuję bardzo za zainteresowanie, i w międzyczasie zapraszam do lektury poprzednich wpisów :)
Usuń