niedziela, 4 października 2015

Współczesne Top 50

 

NUMER 39: Pagani Huayra

 



Witajcie w kolejnej pozycji notowania, w którym prezentuję Wam cacka wybrane przeze mnie do własnego garażu marzeń. Dziś pora na numer 39, na tym właśnie miejscu uplasował się włoski super-samochód marki Pagani, a dokładniej mam na myśli model Pagani Huayra. Zapewne nie wszyscy z Was kojarzą markę aut o takiej nazwie. I chyba nic w tym dziwnego, bo firma ta powstała dopiero w 1992 roku, zaś jej nazwa pochodzi od jej założyciela, a mianowicie Horacio Pagani.



Dlaczego wybrałem ten akurat samochód? Z kilku powodów. Po pierwsze - sam fakt, że niewielka manufaktura wytwarzająca bardzo szybkie samochody w bardzo krótkim czasie stanęła na równi z "wyjadaczami", czy inaczej mówiąc bardzo doświadczonymi w tym segmencie firmami, także z rodzimego kraju. Mówię tu rzecz jasna o np. Ferrari, Lamborghini czy Maserati. W ciągu 15 - 20 lat stworzono niemal taki potencjał i taką renomę, jaką pozostałe wymienione marki musiały wypracowywać przez 40, 50 czy 60 lat. To daje do myślenia.




Po drugie: mam odczucie, że w obecnych czasach przejeżdżające ulicą Ferrari, Maserati czy Lamborghini (o ile nie dzieje się to we Włoszech - tam rodzime auta traktuje się jak bóstwo) nie wywołuje fali emocji, pstrykania smartfonami i masowego oglądania się za nim aż do momentu stracenia go z oczu. Sam miałem okazję ostatnio zobaczyć ową sytuację. Otóż stoi sobie blisko mnie na zwykłym ulicznym parkingu piękny, perłowobiały Ferrari FF, który spokojnie przekracza cenę salonową 1 miliona złotych, stoi tam co najmniej kilka godzin, zaś chyba dopiero co czwarta czy piąta przechodząca obok osoba dostrzega piękno tej ekskluzywnej maszyny. Pozostała część przechodzących jakby widziała taki model równie często jak VW Golfa i nawet nie rzuciła okiem, nie wspominając o obracaniu się czy zatrzymaniu na chwilę.



I właśnie tutaj Huayra (bardzo dziwna nazwa, przyznajcie) ma pole do popisu, bo jest nietuzinkowa, nie kopiuje designu konkurentów, jest oryginalna, wyznacza nowe ścieżki, gdy chodzi o detale zewnętrzne, ale też i wewnętrzne. Nie idzie utartym szlakiem, czyli tworzeniem terenówek, sportowych sedanów, czy aut za przystępną cenę. Ma swój styl, charakter, i co typowe dla aut z Italii, duszę i charyzmę. 



Co więc dokładnie przykuje tu naszą uwagę? Po pierwsze, małe, dyskretne podwójne reflektory przednie, potem znaczek producenta umieszczony nietypowo tuż przy krawędzi szyby, następnie lusterka w kształcie łezki czy jak twierdzą inni "kobiecych linii oczu". Dalej zauważymy tylne światła w bardzo nietypowej konfiguracji żarówek, mamy też cztery rury wydechowe ułożone w kształt kwadratu. Przyglądając się dłużej dostrzeżemy cudownie płynące niczym fale linie nadwozia, szczególnie po bokach, a także liczne wloty powietrza służące poprawie aerodynamiki oraz głęboko schowane (w porównaniu do przednich) tylne felgi. Mamy tu też tylną szybę w kształcie litery D, a także ogólnie bardzo zwarte i przyczajone niczym polujący kot proporcje. A zatem liczne smaczki, typowe dla włoskich designerów, nie pozwolą nam szybko znudzić się podziwianiem tego dość rzadkiego, choć nielimitowanego liczbą sztuk auta.



Po trzecie - osiągi tego włoskiego dzieła sztuki nie pozostają ani trochę w cieniu jego estetyki. Pod maską, a raczej za przednimi siedzeniami (ma silnik umieszczony centralnie, jak Audi R8), umieszczono silnik (czy raczej agregat) produkcji AMG, oddziału specjalnego Mercedesa do spraw tuningu. Ma on 6 litrów pojemności, dwanaście cylindrów, podwójne doładowanie i aż równy 1000 niutonometrów momentu obrotowego. Osiąga 730 koni mechanicznych. Do 100 km/h przyspiesza w nieco powyżej 3 sekundy, a maksymalnie pojedzie około 380 km/h. 


Dla mniej technicznych czytelników powiem krótko: TEN WÓZ JEST DIABELNIE, NIEWYOBRAŻALNIE SZYBKI. Ale żeby nie było, nie wybrałem go tylko dlatego, że ma dużą moc i oryginalny wygląd. Ma też kilka ciekawostek czyniących z niego unikat wśród rywali (McLaren P1, Lamborghini Aventador czy LaFerrari). A mianowicie po dziś dzień Pagani Huayra jest liderem tablicy czasów okrążenia toru TopGear (lotnisko w Dunsfold). Z czasem 1:13.8 prawdopodobnie długo nikt jej w tym osiągnięciu nie przebije. 



A coś bardziej przyziemnego? Proszę bardzo: logo samochodu produkowane jest z bloku aluminium przez okrągłe 24 godziny. Chcecie jeszcze trochę informacji? Proszę bardzo.
Nazwa auta pochodzi od imienia starożytnego boga wiatru. Wnętrze zostało wykończone na przemian aluminium, stalą i skórą, oczywiście wszystko najwyższej możliwej jakości. Sam projekt wnętrza mógłby służyć za temat wykładu na temat sztuki nowoczesnej. Kokpit przypomina trochę ten z samolotów, może nawet myśliwców (wybaczcie, nie jestem w tej materii znawcą).



Sam wóz prowadzi się dość pewnie dzięki aktywnej aerodynamice, jest przyczepny i i wielkimi haustami nabiera prędkości, niczym spragnione dziecko pochłaniające butelkę napoju. Ma bardzo szerokie opony, dopracowane podwozie, duży docisk. Siedzi się w nim nisko, zza pleców dobiega świst dobiegający z turbosprężarek, a przed nami horyzont znika i rozmywa się w tempie błyskawicznym, ledwie wychwytywanym przez ludzkie zmysły. Do dyspozycji mamy 7-biegową, sekwencyjną (w skrócie automatyczną) skrzynię biegów, którą błyskawicznie zmieniamy kolejne przełożenia.



A ile kosztuje ten ostateczny pogromca superaut i jednocześnie kandydat na przyszłą legendę motoryzacji? W podstawie należy mieć przygotowane około 4 miliony złotych, jeśli zaś zechcemy mieć na pokładzie dodatki w stylu kamery cofania, zaciski hamulców w dowolnym wybranym przez siebie kolorze, nadwozia wykonanego z ultralekkiego włókna węglowego, czy dwubarwny lakier nadwozia, to trzeba będzie dołożyć jeszcze 1 skromny milion. Może i nie jest to okazja cenowa, będąca poza zasięgiem większości żyjących na tym świecie, ale pomyślcie: za 30-40 lat ten wóz będzie na aukcjach samochodowych osiągał kwoty zapewne 5-krotnie wyższe. 




Potraktujmy więc Huayrę na dwa sposoby: jeden - ten najbardziej prozaiczny - niech daje nam niezapomniane, oderwane od rzeczywistości wrażenia z jazdy, karmi nas pięknem i emocjami, uzupełnia w nas niedobory adrenaliny.  A ten drugi - długoplanowy - będzie pewną inwestycją na przyszłość, lokatą, sposobem na uniknięcie działania inflacji, o ile zdołamy utrzymać nasz egzemplarz w dobrym, oryginalnym stanie przez długie lata.
To jak, zaczynamy zbierać? :D 


Dziękuję za przeczytanie powyższego artykułu, zapraszam na kolejne materiały, premiera już niedługo! Zapraszam jak zawsze do komentowania, polubienia profilu na facebooku, czekam też na Wasze propozycje aut i wrażenia z jazdy Waszymi własnymi.

Do następnego! :)



 Źródła zdjęć: NetCarShow , Car Icos




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz